niedziela, 28 czerwca 2015

Plotki, kłamstwa i inne przysmaki życia

            Leżałam na trawie. Na mokrej ziemi, której chłód wyrównywał temperaturę mojego rozpalonego ze złości ciała. Czułam, jak moje zaciśnięte w pięści dłonie drżą i uderzają rytmicznie o glebę, co zaczynało irytować mnie coraz bardziej. Ale nie potrafiłam przestać.
            Wszystko zdawało się robić mi na przekór. Wiatr wiał za mocno, psując starannie ułożoną fryzurę. Ptaki pomimo późnej pory nie przestawały ćwierkać i pohukiwać. A Wierzba Bijąca machała swoimi giętkimi gałęziami na wszystkie strony, robiąc przy tym okropny szelest, który uniemożliwiał skupienie.
            Chociaż doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że w normalnej sytuacji żaden z wymienionych wcześniej przykładów nie przeszkadzałby mi w jakiś szczególny sposób, to nie dopuszczałam do siebie myśli, że moja okropna złość była wywołana tylko i wyłącznie przez pewnego kretyna.
            Znałam się na tyle dobrze, żeby wiedzieć, iż silne emocje wywoływali we mnie jedynie ludzie, którzy byli mi najbliżsi. Tyle że on nigdy nie był dla mnie ważny, dlatego wciąż nie potrafiłam zrozumieć jakim prawem, aż tak bardzo na mnie działał. Przez głupie dowcipy pana Pottera traciłam kontrolę nad własnymi emocjami. Nie mogłam pozwolić, żeby coś takiego się powtórzyło.
            – Wszyscy cię szukają, Lila – usłyszałam nad sobą męski głos. Niechętnie otworzyłam oczy i spojrzałam na stojącego nade mną blondyna,
            – Z jakiej to okazji? – burknęłam pod nosem, z powrotem zamykając oczy i próbując się uspokoić.
            – Przecież wiesz. – Zdziwił się. – Masz rację, tym razem naprawdę przegiął, ale spróbuj go zrozumieć. On nie miał pojęcia, że...
            – Że wkurzę się, gdy rozpowie całej szkole, że mu uległam? – wybuchłam. Byłam wściekła, a ta rozmowa nie wydawała się w najmniejszym stopniu zmierzać w dobrym kierunku. – Remus, nie broń go. Rozumiem, że jest twoim przyjacielem, ale proszę cię... – spojrzałam na niego błagalnie – choć raz w życiu go nie broń.
            Zapadła między nami cisza. Nie było słychać ptaków ani szelestu Wierzby Bijącej. Czułam jedynie przyspieszone bicie własnego serca, które miało już dosyć. Najzwyczajniej w świecie miało już dosyć gierek Jamesa Pottera. Nierozgarniętego dzieciaka, który nie znał granic i bawił się całym światem.
            – Chodź. Wracajmy, bo się przeziębisz – odparł Remus, kucając przy mnie.
Niechętnie wyciągnęłam w jego stronę dłoń, żeby pomógł mi wstać, i odrobinę spokojniejsza wróciłam do zamku.
            Starałam się ignorować drwiące spojrzenia mijanych nastolatek. Większość z nich albo nie lubiła mnie za to, w jaki sposób traktowałam ścigającego Gryffindoru, albo nienawidziła bo, jak głosiła plotka: „Uległam Jamesowi Potterowi, w którym skrycie kochałam się od paru lat, tylko udawałam niedostępną”. Nie wiem, czy wolałabym usłyszeć jeszcze inne, równie popularne wersje tego samego kłamstwa, które rozpowiedział nie kto inny jak ten, któremu „uległam”. Miałam nadzieję, że chociaż niektórzy z moich znajomych mieli na tyle rozumu, żeby nie wierzyć w te bzdury.
            – Dyniowe paszteciki – chłopak podał hasło i puścił mnie przodem.
            Wzięłam głęboki oddech i weszłam do Pokoju Wspólnego. Było to spore, okrągłe pomieszczenie znajdujące się w jednej z najwyższych wież Hogwartu. Wnętrze wykonano zgodnie z barwami domu Godryka Gryffindora. Ściany, dywany i gobeliny miały czerwone, złote lub burgundowe barwy dające niesamowicie przytulny efekt. Przy znajdującym się na prawo od wejścia dużym kominku ustawiono pufy, fotele i ogromną, wygodną kanapę. Przy oknach umieszczono małe stoliki, służące do nauki, a całość oświetlał złoty żyrandol.
            – Jesteś z siebie dumny? – Po pokoju rozniósł się zdenerwowany, dziewczęcy głos. – Podbudowałeś swoje głupie ego?
            Przed kominkiem zauważyłam grupkę kłócących się szóstoklasistów. Nie musiałam widzieć twarzy, żeby wiedzieć, że stojąca tyłem do mnie blondynka to Grace Cletics, moja współlokatorka i jedna z nielicznych osób w tej szkole, które były w stanie ze mną wytrzymać, a jej ofiarą, na którą krzyczała, był nie kto inny jak mój dręczyciel, James Potter.
            – Zrozum, że to... – podniósł ton, robiąc krok w stronę dziewczyny, ale wtedy przez przypadek dostrzegł moją drobną sylwetkę stojącą zaledwie dwa metry za nią. Chciał coś powiedzieć. Otworzył usta, ale nim odważył się wydusić z siebie chociaż jedno słowo, ubiegł go jego przyjaciel, Syriusz Black. Złapał go za ramię i powiedział coś na ucho.
            W pokoju na nowo zapadła cisza, której nikt nie miał odwagi przerwać.
            Patrzyłam to na przyjaciółkę, to na Remusa albo Syriusza. W końcu Grace podeszła do mnie i bez słowa pociągnęła w stronę dormitorium. Nikt nie zareagował. Dopiero, gdy zamknęłam drzwi od sypialni, wydawało mi się, że usłyszałam kolejne krzyki.
            – Przepraszam – wydukała, siadając na najbliższym łóżku.
            Spojrzałam na nią pytająco. Zrozumiałabym jeszcze, gdyby to Remus mnie przepraszał, albo Syriusz, bo po Potterze nie spodziewałam się nawet najmniejszego gestu czy słowa skruchy. Ale Grace
            – Namawiałam cię, żebyś go polubiła i dała szansę, kiedy ty miałaś mnóstwo argumentów przeciw. I miałaś rację. On... on nigdy nie dorośnie. – Zakryła twarz dłońmi. – Ja tylko myślałam, że on się zmienił. Chciałam, żebyś była szczęśliwa. Wydawało mi się, że może podczas tych trzech lat szczeniackich starań o ciebie coś sprawiło, że naprawdę się zakochał, ale...
            – Już w porządku. Nie musisz mnie przepraszać. – Usiadłam obok niej, przytulając ją mocno do siebie. – On nigdy nie dojrzeje. Nieważne, jak bardzo byśmy tego chciały.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tak więc można ten krótki wstęp odebrać jako oficjalny powrót. 
Za parę dni następna część. 

sobota, 27 czerwca 2015

#006 Dłuugo mnie nie było

        26 October 2014           
W sumie nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Po tym jak zostałam ,,odłączona'' skończyłam z odchudzaniem się (które szczerze mówiąc było zupełną głupotą) i skupiłam bardziej na swoim dobijającym życiu i nauce. Nie będę kontynuować tej diety.Wymyślę coś innego, ale jeszcze zbytnio nie wiem co. 
Wróciłam do pisania i rysowania. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że aż tak mi tego brakuję. To na prawdę cudowne. Czuję się wtedy sobą. Jestem na nowo wolna, a moje życie nie ma ograniczeń. 
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
          Umieszczony wyżej wpis napisałam w połowie października 2014 roku. Nie pamiętam dlaczego go nie dokończyłam, ani nie dodałam. Teraz to i tak bez znaczenia.Minęło parę miesięcy w ciągu, których udało mi się skończyć szkołę i takie tam mniej istotne głupoty. W każdym razie...

          POSTANOWIŁAM WRÓCIĆ I PISAĆ

          Chce pisać opowiadanie. Co prawda przez całą tą przerwę, podczas której całkowicie wyrzuciłam ze swojego życia blogowanie i internet i tak robiłam swoje, czyli pisałam. Z tym wyjątkiem, że jedynie dla siebie i nie zamierzam tego publikować (rozumiecie, moje, moje i tylko moje). Wczoraj postanowiłam to zmienić. Zaczęłam wakacje i mam o wiele więcej wolnego czasu. Co stanie się we wrześniu z tym blogiem nie mam pojęcia. Na te chwilę chce pisać, więc piszę.