wtorek, 21 lipca 2015

Klątwa w postaci Blacka i wyrocznia

- Otworzyłaś kopertę? – po raz kolejny w ciągu lekcji Transmutacji Grace szturchnęła mnie łokciem i spytała o tajemniczą treść wiadomości, którą dostałam dziś rano od McGonagall.
- Nie. Mówiłam ci, że zrobię to później – wyszeptałam przyglądając się nauczycielce stojącej przy tablicy.
W rzeczywistości już dawno przeczytałam wiadomość od dyrektora szkoły. Okłamywałam ją na jego prośbę. Prosił, żebym nikomu nie wspominała i o dwudziestej, po kolacji zjawiła się na błoniach.
- A co jeżeli to coś ważnego? – drążyła temat wyraźnie niezainteresowana wykładem profesorki.  – Może kazał ci niezwłocznie zjawić się w jego gabinecie, a ty nawet o tym nie wiesz!
- Cletics! Mam dosyć twojej paplaniny! – wrzasnęła rozzłoszczona McGonagall. – Skoro masz nam tyle do powiedzenia to zapewne z przyjemnością zostaniesz po lekcji, żeby porozmawiać ze mną na temat twoich ocen.
Blondynka wydała z siebie pełen zrezygnowania jęk. – Ale pani profesor…
- Koniec! Wracamy do tematu! – ponownie podniosła głos, co sprawiło, że w klasie zapadła zupełna cisza, którą dopiero po chwili przerwał szkolny dzwonek zwiastujący przerwę. – Świetnie. W takim razie w czwartek na moim biurku widzę długie i wyczerpujące eseje o animagach. A teraz na przerwę!
Usłyszałam jak uradowana Grace podnosi z podłogi czerwoną torbę z różnymi przypinkami i szybko pakuję do niej książki. – Spadam stąd. Może nie zauważy…
- Cletics! Chyba nie zamierzasz zignorować mojej kary i uciec? – zauważyła McGonagall podejrzanie przyglądając się zażenowanej sytuacją uczennicy.
Uśmiech diametralnie zniknął z twarzy dziewczyny. – Skąd pani profesor… - westchnęła głośno na co ja z trudem powstrzymałam śmiech. – Po prostu tak bardzo nie mogę doczekać się tej rozmowy… - chwyciła za plecak i szurając leniwie stopami po podłodze odeszła w stronę nauczycielki.
Na przerwę wyszłam sama. Następną jak i ostatnią tego dnia lekcją było Wróżbiarstwo, które wybrałam jako jedyna z bliższych mi osób. Nie należało ono do nadzwyczaj interesujących przedmiotów, wręcz przeciwnie. Zdarzało się, że zmęczona całym dniem przyswajania wiedzy najzwyczajniej w świecie zasypiałam słuchając nudnych monologów Kasandry Trelawney.
Nagle niczym z podziemi wyrósł przede mną Syriusz Black z szerokim uśmiechem od ucha do ucha. – Zostawiłaś pióro – wyciągnął w moją stronę szaro-brązowy narząd do pisania.
- Nie jest moje – odparłam zgodnie z prawdą podejrzanie przyglądając się szatynowi. – Od kiedy ty taki uczynny? – odruchowo  zmarszczyłam nos.
- To już nie można bezinteresownie oddać koleżance z roku pióra? – kontynuował udając niewiniątko.
- Nie jest moje – powtórzyłam nie rozumiejąc do czego zmierzał, ale najwyraźniej coś planował. Nie musiałam szczególnie dobrze go znać, żeby wiedzieć, że czegoś chciał. Syriusz Black robił rzeczy bezmyślne jedynie na pierwszy rzut oka. Później  gdy niczego się nie spodziewałeś wykorzystywał twoje zaskoczenie do niecnych planów, które obmyślał wraz ze swoją zgrają czyli Remusem, Peterem i Potterem.
- Black, gadaj czego chcesz – rzuciłam prosto z mostu poprawiając książki, które trzymałam już dosyć długo przez co zaczynały mi ciążyć. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w małej salce od Wróżbiarstwa, oprzeć o okrągły stolik i zasnąć słuchając nauczycielki. Zresztą nie miałam zbytniej ochoty z nim rozmawiać. Nie różnił się wiele od Pottera. W końcu z kim przebywasz, takim się stajesz. Czy jakoś tak.
- Musimy porozmawiać – oznajmił zmieniając głupkowaty wyraz twarzy na jak najbardziej poważny. – Chodzi o Jamesa.
- O nim nie mam najmniejszej ochoty rozmawiać – lekko poddenerwowana wyminęłam go przyśpieszając kroku.
- Evans, posłuchaj mnie! – bez problemu dogonił mnie i nie zwracając uwagi na to, że robię się co raz bardziej czerwona ze złości próbował kontynuować rozmowę. – Cholera zrozum, że to ważne – złapał mnie za ramie i zatrzymał przed sobą. – Ja tylko próbu…
- Zamknij się – przerwałam mu i widząc, że na moment zaprzestał swoich prób dodałam spokojniejszym głosem. – Porozmawiamy kiedy indziej, bo teraz nie mam najmniejszej ochoty o nim słuchać i śpieszę się na Wróżbiarstwo.
- Chodzisz na Wróżbiarstwo? – spytał zdezorientowany zapominając o wcześniejszej konwersacji. – Przecież to strata czasu.
Zdziwiona, że dał radę skierować w moją stronę parę sensownych zdań wzruszyłam ramionami. – Może i tak, ale zawsze to coś więcej na dyplomie, a Trelawney nie jest zbyt wymagająca.
- Mogłem się posłuchać tego kretyna – dodał po chwili namysłu krzywiąc się.
- Kogo?
- Rogacza – od razu pożałowałam swojej ciekawości. Zapomniałam, że wszystko co ma związek z Blackiem jest jednocześnie w magiczny sposób połączone z tym egoistycznym głupkiem Potterem. – To znaczy, bo on chodzi na to i w sumie też mogłem. W końcu to tylko godzina w tygodniu – szybko pociągnął temat widząc moją reakcję na przezwisko jego przyjaciela.
- Dwie, ale szybko mijają – poprawiłam go zastanawiając się czy rzeczywiście kiedykolwiek widziałam Pottera na lekcji Trelawney, ale nic takiego sobie nie przypomniałam.
W miarę koleżeński warunkach pożegnałam się z Blackiem i pogrążona we własnych myślach wspięłam się na samą górę Wieży Północnej gdzie znajdowała się mała, słabo oświetlona sala lekcyjna.
Był to jednocześnie gabinet jedynej osoby w tej  szkole, która miała wystarczająco dużo odwagi, albo głupoty, żeby uczyć głupich nastolatków przyszłości, horoskopów i tym podobnych.
Zajęłam swoje miejsce w drugim rzędzie puf i małych stoliczków. W przeciwieństwie do uczniów z przodu byłam na podwyższeniu co dawało mi mniejsze prawdopodobieństwo, że kiedykolwiek niezbyt stabilna psychicznie nauczycielka podejdzie do mnie. Jednocześnie miałam stąd idealny widok na resztę klasy z wyjątkiem trzeciego rzędu jednak nie przeszkadzało mi to zbytnio. Czułam się bardzo dobrze w mojej strefie bezpieczeństwa.
- Cześć Lily – dosiadł się do mnie Devon Wood. Wysoki i jednocześnie okropnie chudy brunet o zaraźliwie radosnym śmiechu. Miałam zaszczyt pracowania z nim w parze na każdym wróżbiarstwie, co umożliwiało mi poznanie go w pewien intymny sposób. W końcu raz na jakiś czas udawało mi się w miarę poprawnie odczytać jego horoskop czy wyjaśnić co oznaczał sen, który go trapił. To zbliża ludzi.
- Gotowy na kolejną dawkę przyszłości? – zagadnęłam przyglądając się wchodzącym do klasy uczniom.
- Jak zawsze – zaśmiał się, a na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Devon Wood zdecydowanie potrafił poprawić humor. Nawet nieświadomie.

Podczas godziny spędzonej w dusznej i ciasnej sali od Wróżbiarstwa mój humor diametralnie się poprawił. Zapomniałam o wszystkich problemach i skupiłam na przezabawnym śnie Devona, którego znaczenie nauczycielka wyjaśniła nam po lekcji. Jak się okazało czekało go bolesne zerwanie z ukochaną. Zapewne nie byłoby to tak śmieszne i przejęlibyśmy się tym chociaż o drobinę gdyby w rzeczywistości Devon był w związku. Ale nie był.
- Lily, moja droga jestem zmuszony z tobą zerwać – oznajmił ocierając policzek z niewidzialnej łzy. – To nie twoja wina… po prostu tak jest nam pisane.
- O nie! Jak możesz Devonie? – udałam zrozpaczoną zerwaniem dziewczynę. – Po tym wszystkim? – dodałam powstrzymując śmiech.
Jednak mój były chłopak nie wytrzymał i parsknął niepohamowanym śmiechem zwracając na nas uwagę wszystkich wychodzących z Wieży Północnej uczniów. Po chwili dołączyłam do niego i tak ramie w ramie, śmiejąc się dotarliśmy do biblioteki szkolnej.
Wypożyczyłam książkę potrzebną mi do napisania pracy domowej z Historii Magii o Powstaniach Krasnoludów i dosiadłam się do Wooda.
- O czym piszesz? – zagadnęłam przyglądając się z jakim zainteresowaniem rozpoczął pisanie pracy.
- Na Zielarstwo. Sprout zadała nam banalny esej o mandragorach. Zamierzam wykorzystać okazję i dostać z niego co najmniej Powyżej Oczekiwań – uśmiechnął się głupkowato ukazując równe zęby.
.
Zaśmiałam się głośno zwracając uwagę otoczenia. Devon naprawdę rozśmieszał byle czym. Wystarczył jeden z jego szczerych uśmiechów i zapominało się o problemach. Właśnie. O problemach.
Zauważyłam kątem oka, że siedzące w rogu pomieszczenia trzy Ślizgonki przypatrywały się nam szepcząc co chwilę sobie na ucho i raz po raz cicho śmiejąc się.
- Devon… wiesz ja chyba dokończę to później – odparłam zgodnie z prawdą pakując wypożyczoną książkę do torby. – Zobaczymy się później, dobrze?
Brunet pokiwał głową i wrócił do pisania. ,,Ale go to wciągnęło’’ – pomyślałam.
- Już kolejnego sobie wypatrzyła – usłyszałam chichot gdy minęłam stolik wspomnianych wcześniej Ślizgonek.
- Słucham? – odwróciłam się w ich stronę siląc się na uśmiech.
- Może litują się nad nią bo jest głucha? – zaśmiała się jedna z nich.
- To raczej ze względu na jej ubiór – dodała inna przyglądając się moim stopom. - Nikt normalny nie ubrałby takich butów.
- Jeszcze jedno wasze słowo i… – podeszłam krok bliżej.
- Lily, daj spokój – podbiegł do mnie Devon. – Chodź stąd, bo zrobisz sobie i im krzywdę. Jesteś Prefektem. Nie możesz się tak zachowywać.
- Mam gdzieś te odznakę – dodałam próbując wyrwać mu się. – Puszczaj mnie.
Ale po chwili dotarły do mnie jego słowa. Przecież byłam Prefektem. Miałam pilnować porządku i pomagać w razie potrzeby. Jednak teraz z radością przypomniałam sobie jaki inny przywilej otrzymałam wraz ze srebrną odznaką przypiętą do mojej szaty.
- Za obrażanie Prefekta i zakłócanie ciszy w bibliotece odejmuję po dziesięć punkt każdej z was – oznajmiłam po czym z głową dumnie uniesioną do góry wyszłam z sali. 
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wrzucam, bo napisałam.
Wydaję mi się trochę nudny i jakby o niczym,
co sprawiło, że prawie wrzuciłam tu przepraszającego Jamesa, ale...
dałam radę,
 powstrzymałam się 
i o to mamy fragment z Blackiem. 

8 komentarzy:

  1. Lubię tego Wood'a. Nawet nie obraziłabym się, gdyby wyniknął tu jakiś mały romansik ^^, no ale chyba panna E ma teraz inne sprawy na głowie. To dobrze, że nie wcisnęłaś tu przepraszającego Pottera, bo chyba rzeczywiście na to jest jeszcze za wcześnie. Myślę, że w ramach pokuty Potter powinien zrobić coś, co by wpłynęło na jego zbyt wysokie mniemanie o sobie. Albo Lily mogłaby się w jakiś sposób zemścić. Oczywiście, najchętniej widziałabym skamlącego o wybaczenie pana P, przy jej nieładnych (według wrednych Ślizgonek) butach. Ale na to jest za wcześnie, niech go gryzie sumienie, z powodu tego, co zrobił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa i dodaję Cię do linków. I zapowiadam, że będę tu często wpadać. Mam nadzieję, że nowy rozdział już piszesz ;)

      Usuń
    2. Co do pana Pottera mam obmyślony plan i okropnie ciągnie mnie, żeby wprowadzić go w życie panny Evans, jednak mam świadomość, że nie mogę zrobić tego szybko. Zepsuje to całą akcję, klimat i tym podobne. Tak więc niech się męczy. :D
      A co do Wooda, to mam ten problem, że w zakładce bohaterów wybrałam mu zdjęcie aktora, którego można rzecz uwielbiam, tak więc trudno mi powiedzieć czy trochę nie namiesza. (Chociaż zdjęcia publikuję jedynie dla urozmaicenia. Nie są żadnym ograniczeniem, a nawet miały być ułatwieniem. Tak więc właśnie zrobiłam na przekór sobie i ułatwieniem utrudniłam sobie żcyie!)
      Dziękuję za Twoje komentarze!

      Usuń
    3. Zaczęłam już pisać i jeszcze raz dziękuję!

      Usuń
  2. Ubóstwiam Syriusza <33 No może nie aż ubóstwiam, ale wprost go uwielbiam!
    Eh ci Ślizgoni -.-
    Czekam i życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się! Dlatego denerwuje mnie jak w niektórych opowiadaniach on wraz z Potterem są puści i głupi.
      Dziękuję!

      Usuń
  3. Oooo :3 Ale urocze zakończenie :D
    Może nic się nie dzieje, ale i tak jest fajny. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Męczy mnie ciągła akcja i wydaję mi się nienaturalna więc raz na jakiś czas będą pojawiały się nudniejsze części.:)

      Usuń

Włączyłam opcje anonimowego komentowania,
oraz usunęłam weryfikację obrazkową.

Do reklamy Waszych stron przeznaczona jest zakładka ,,WASZE BLOGI''. Często do niej zaglądam i odwiedzam je. Natomiast spam pozostawiony w komentarzach będzie usuwany lub ignorowany.