sobota, 25 lipca 2015

On wcale nie jest niezrównoważony. Po prostu spotkał go straszny zawód.

Zrobiłam coś niewyobrażalnego. Zmieniłam imię jednej z głównych bohaterek. Nie wiem co mną kierowało wybierając imię ,,Mercia’’. W każdym razie poprawiłam je na ,,Emma’’, ponieważ okropnie nie pasowało mi do fabuły.

Zbliżała się pora kolacji. Zdenerwowana i pełna obaw wpatrywałam się w burgundowe firany mojego łóżka podwinięte do góry i obwinięte wokół drewnianych podstaw. Nie przepadałam za nimi. Już pierwszego dnia próbowałam się ich pozbyć w przeciwieństwie do moich współlokatorek, które były zachwycone królewskim wyglądem całej sypialni. 
Do dormitorium weszła Emma z ogromnym uśmiechem na twarzy. Usiadła przy mnie na łóżku i przyjrzała mi się badawczo.
- Nie idziesz na kolacje?
Westchnęłam głośno zdając sobie sprawę z tego, że przez całe to zamieszanie z kopertą, Blackiem i plotkami zapomniałam o rzeczy tak ważnej jak posiłek.
- Pójdę później – skłamałam. 
Zadziwiająco dobrze mi to ostatnio wychodziło. Zwykle ze stresu przed ujawnieniem zaczynałam gryźć usta i jąkać się, ale nie tym razem. Emocje wzięły w górę i nawet nie czułam tego, że okłamuję bliskie mi osoby.
- Frank zaprosił mnie na spacer - rzuciła uradowana nie dostrzegając mojej desperacji i zmęczenia.
- Longbottom? - zdziwiłam się zapominając o nich na moment. - Nie wiedziałam, że ci się podoba. 

Brunetka skrzywiła się widząc moje zaskoczenie. Oczekiwała pewnie, że podzielę jej radość, ale nie miałam na to siły. - Eee... bo nie podobał, ale... - zamyśliła się na chwilę odlatując - Rozmawiałam z nim dzisiaj. Pomógł mi w pracy domowej i jakoś tak wyszło.
- A co z Georgem? - palnęłam nim zdążyłam zastanowić się nad sensem słów. 
Widziałam jak uśmiech pomału znika z jej twarzy. Wzruszyła lekko ramionami nic nie mówiąc. Wtedy do pokoju weszła równie załamana Grace przeklinając pod nosem Minerwę McGonagall.
- Ta głupia jędza powiedziała mi, że jeżeli dostanę do końca semestru chociaż jedną ocenę niższą niż Z, to mogę pożegnać się z nauką w jej klasie! - wrzasnęła oburzona rzucając się na łóżko obok. - Lily, ty wiesz wszystko. Ona nie może tego zrobić, prawda? - obróciła głowę w naszą stronę wciąż do granic możliwości przejęta ocenami. Tak bardzo, że nie zauważyła napięcia pomiędzy mną a Emmą.
- Zgodnie z regulaminem musisz mieć co najmniej Powyżej Oczekiwań, żeby kontynuować naukę po sumach i szóstej klasie... więc, jeżeli wystawi ci na koniec Z, to masz przerąbane - wyjaśniłam zgodnie z prawdą.
Mina Grace zmieniła się na jeszcze bardziej załamaną.
- Dzięki. Bardzo poprawiłaś mi humor - dodała sarkastycznie kładąc szczególny nacisk na słowo ,,bardzo''. 
Emma siedząca do tej pory przy mnie wstała i leniwym krokiem podeszła do swojego łóżka na przeciwko. - Nie martw się. - rzuciła w stronę Grace. - Nie tobie jedynej. 
Blondynka natychmiastowo zerwała się z łóżka zrzucając przy tym parę poduszek. - Co jej zrobiłaś?
- O co wam chodzi? - nie wytrzymałam. - Macie do mnie pretensje o to, że jestem z wami szczera? 
Zapadła cisza. Wpatrywałyśmy się w siebie nawzajem zastanawiając się co powiedzieć i czy w ogóle się odzywać. 
Dobra, przyznaję. Może trochę przesadziłam wspominając o George'u, kiedy Emma cieszyła się z kolejnej jakby randki, ale to nie upoważniało ich do spiskowania przeciw mnie. Spytały mnie o zdanie nie oczekując go. Jaki to miało sens?
- Ona ma rację Grace - brunetka zebrała z szafki nocnej szkicownik i wychodząc dodała. - Przecież powinnyśmy być jej wdzięczne za to, że podzieliła się z nami swoim cennym zdaniem.


Chwilę po wyjściu Emmy wciąż niezbyt stabilna emocjonalnie zeszłam do Pokoju Wspólnego. Nie poszłam jej szukać. Wiedziałam, że skoro zabrała ze sobą szkicownik, to prawdopodobnie siedzi teraz w dormitorium dziewczyn z siódmego roku i rysując wyżala się Alice, Margo, Mary lub Marlenie. Ale nie winiłam jej za to. Też zdarzało mi się szukać u nich wsparcia po niektórych wybrykach i podrywach Pottera. Były starsze, bardziej doświadczone i nie upierały się tak jak moje współlokatorki, żebym dała temu kretynowi w końcu szansę.
Jak zawsze w czasie kolacji w salonie panował harmider. Cały czas ktoś wchodził i wychodził rozmawiając, co uniemożliwiało odrabianie prac domowych tym, którzy nie mogli zrobić tego w swoich pokojach.
Z przyzwyczajenia rozejrzałam się po wnętrzu. W rogu przed kominkiem rozłożyło się trzech Huncwotów. Potter wraz Syriuszem wylegiwali się na kanapie wybuchając co chwilę niepohamowanym śmiechem, a siedzący na podłodze obok nich mały, pulchny Peter Pettigrew ze skrywanym zachwytem wsłuchiwał się w każde ich słowo.
Przypominając sobie o obietnicy złożonej parę godzin temu przy Wieży Północnej zgarbiłam się i jak najszybciej wydostałam z salonu Gryfonów. Wciąż nie miałam najmniejszej ochoty powracać do tematu Pottera i jego wyobraźni, a doskonale zdawałam sobie sprawę, że drugi raz będzie o wiele trudniej spławić Blacka. 
Zresztą nawet jeżeli byłam w błędzie to najzwyczajniej w świecie wolałam nie ryzykować.
Podwinęłam rękaw szaty i sprawdziłam godzinę. Zbliżała się dwudziesta, więc nie zachodząc do Wielkiej Sali na kolację od razu wyszłam na błonia.
Zaczynało się robić ciemno. Do tego było chłodno, wietrznie i wilgotno. Nie byłam pewna gdzie konkretnie powinnam pójść. 
Zdezorientowana wyjęłam z kieszeni kopertę i ponownie przeczytałam jej zawartość napisaną wąskim, pochyłym pismem.

Droga Lily,

Chciałbym wyjaśnić z Tobą sprawę, która mnie martwi.
Szkolne błonia wydają mi się o wiele przyjemniejsze od mojego gabinetu.
Do tego o zachodzie słońca są niezwykle magiczne.

Albus Dumbledore

Czasami nie rozumiałam tego człowieka. Wydawał mi się wręcz niemożliwy. Skąd miałam wiedzieć gdzie będzie i o której godzinie dokładnie? Przecież to głupota. 
Zmarznięta i zła na cały świat ruszyłam w stronę hangaru na łodzie. Jednak krok przed pierwszym stopniem zatrzymałam się. Rozejrzałam wokół siebie i ku memu zdziwieniu dostrzegłam postać mężczyzny z siwą brodą opierającą się o kamienną barierkę na rogu błoni.
Niepewnym krokiem podeszłam bliżej.
- Wiedziałem, że dotrzesz na czas - odparł wpatrując się w taflę jeziora. 
- Ale skąd, panie profesorze? 
- Jesteś bystra Lily - wyjaśnił. Spodziewałam się konkretniejszego wyjaśnienia niż ,,jesteś bystra''. Widocznie nie byłam skoro wciąż nic nie rozumiałam. - Chciałem ci coś pokazać. 
Ledwo powstrzymałam się przed ciekawskim i trochę niegrzecznym ,,co?''. Jednak na czas zdążyłam zamilknąć, aby dostrzec to, co na myśli miał ten nad wyraz inteligentny starzec. Właściwie to ile on miał lat?
- Z mojego gabinetu tego nie widać - wyjaśnił wpatrując się w góry po drugiej stronie jeziora.
Zapominając o zimnie podeszłam bliżej i dokładniej przyjrzałam granicy gór i nieba. Zachodzące słońce tworzyło przepiękny widok. I nie był to zwykły, piękny zachód słońca. Było w nim coś magicznego czego jeszcze nie rozumiałam.
Wtedy słońce całkowicie schowało się za góry oświetlając ich granicę jasnym blaskiem. Trwało to tylko parę sekund, ale widok był niezapomniany.
- Biały Blask. Rzadkie zjawisko - wspomniał po chwili. - Ale nie tylko o tym chciałem z tobą porozmawiać Lily. - sięgnął do kieszeni bordowej szaty i wyciągnął z niej paczkę  dropsów. Poddał mi, a ja bez chwili wahania pod wpływem głodu i zimna skusiłam się na dwa.
- Profesor McGonagall doniosła mi o porannej sprzeczce. O ile się nie mylę dotyczyła ona plotek krążących od niedawna po szkole, mam rację? - zaczął spokojnym tonem.
Poczułam się zażenowana sytuacją. Dotarło to nawet do dyrektora szkoły? I którą wersję słyszał? Wiedziałam, że robię się czerwona na twarzy i w duszy podziękowałam profesorowi za wybranie tak późnej pory.
-  To nie prawda! - wyrzuciłam pośpiesznie czując niepojętą potrzebę wyjaśnienia sytuacji.
- Wierze ci Lily. Jednak wolałem się upewnić - odparł cicho mlaskając. - Mam nadzieję, że to zrozumiesz. Jako dyrektor nie mogę pozwolić na takie zachowanie.
Nie wiem co sprawiło, że później postąpiłam tak jak postąpiłam, ale pamiętam jedynie ogromną złość na egoistycznego kretyna i odmarzające palce u stóp.
- To Potter, panie profesorze - wydukałam cicho. - Rozpuścił te plotki, żeby się na mnie odegrać. Ja... ja nie rozumiem czemu on to zrobił. Jest niezrównoważony i...
- Och, nie - przerwał mi niepodziewanie. - on wcale nie jest niezrównoważony. Po prostu spotkał go straszny zawód.
Zmarszczyłam nos zatapiając wzrok w czarnej tafli jeziora.
- Ale jak to? - wydukałam niczym małe dziecko zapominając o zwrocie grzecznościowym i fakcie. że rozmawiam ze stuletnim czarodziejem i jednocześnie dyrektorem szkoły.
To okrutne, ale wtedy pierwszy raz od bardzo dawna przyszło mi na myśl, że James Potter też ma uczucia. To znaczy wiedziałam o tym, ale jakby zapominałam w chwilach gdy wrzeszcząc na niego uciekałam ile sił w nogach byle tylko nie usłyszeć kolejnego ,,Evans, umówisz się ze mną?’’
- Nie mówię, że jest bez winy, Lily. Jeżeli jest tak jak mówisz, to jego zachowanie jest oburzające i na pewno z nim o tym porozmawiam.  Jednak coś musiało nim kierować. Mniemam, że rozumiesz w stronę czego zmierzam? – poprawił osuwające się z nosa okulary w kształcie półksiężyców pierwszy raz spoglądając w moją stronę.
- Powinnam z nim porozmawiać? 
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hiszpańskie opery mydlane nauczyły mnie jednego. Prawdziwa miłość to taka, na którą musisz zaczekać co najmniej 300 odcinków.
Więc nie spodziewajcie się fajerwerków w następnym rozdziale. :)

16 komentarzy:

  1. No niech ta Lily w końcu z nim porozmawia. Ale z niej uparciuch -.-
    Mimo to poczekam :3
    A teraz życzę weny i dobranoc ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porozmawia, porozmawia!
      Wierz mi, gdybym już ich relacje diametralnie poprawiła to wszystko by zepsuło!
      Dziękuję i wzajemnie!

      Usuń
  2. Super rozdział :D Nie jestem trochę obeznana więc muszę przeczytać od początku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Mam nadzieję, że wcześniejsze części także Ci się spodobają.:)

      Usuń
  3. Świetnie się czyta :) Przypadkowo wpadłam na Twojego bloga i jakoś tak przeczytałam ten post i teraz idę czytać resztę :D Myślę, że jeszcze nie raz tu wpadnę, pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się ze zmiany imienia Mercii (w ogóle dobrze to odmieniłam?!). Emma brzmi o wiele lepiej ;) Akcja się rozwija, powolutku, ale to jest świetne. Dobrze, że nie śpieszysz się z rozmową Evans - Potter, dzięki temu wszystko wychodzi naturalnie. No, może odrobinę mnie zdziwiło to, że Dumbledore tak od razu zareagował na zasłyszane plotki, ale to fajnie, przejmuje się staruszek :)
    Oo tak, właśnie to uwielbiam w telenowelach - chociaż bohaterowie zakochują się w sobie w pierwszych odcinkach, musimy czekać do przedostatniego/ostatniego, żeby razem byli szczęśliwi... Jedynie, mam nadzieję, że nie chcesz przez to powiedzieć, że mamy czekać na szczęśliwe zakończenie do jakiegoś trzy setnego rozdziału ^^ To by było okrutne. Czekam na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała ta rozmowa z Dumbledorem moim zdaniem okazała się klapą. Zmieniłam wszystko na ostatnią chwilę i wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam odpowiednich umiejętności, żeby pisać w imieniu kogoś tak mądrego i doświadczonego, szczególnie, że nie do końca potrafiłam odzwierciedlić jego hm.. mowę? Sposób zwracania się do uczniów itp.
      Ale powiem Ci, że akurat na to, że może zbyt szybko zareagował nie zwróciłam uwagi. Chociaż gdyby zauważyć, że McGonagall poinformowała go o porannej sprzeczce PO dostarczeniu koperty, to rzeczywiście jest błąd. Mam nadzieję, że mało kto zauważy to. :)

      Co do 300 rozdziałów to jeszcze się zastanowię!

      Usuń
  5. Hej :)
    Pytałaś mi się o tą "miniaturkę"
    Znajdziesz to w ustawieniach Moje blogi - układ - favikonka
    i tam dajesz obrazek który chcesz żeby ci się wyświetlał :)


    :**
    czarny-kotyszek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Wybacz, ale przeczytam wszystko później :)
    Obserwuje :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie mam nadzieję, że Ci się spodoba. :)

      Usuń
  7. No i przeczytałam. Jestem z ciebie dumna, piszesz ge-nial-nie. Będę się od ciebie uczyć mistrzu. Masz fajny styl i baaaaaaaardzo mnie tym opowiadaniem zaciekawiłaś. Mam nadzieję, że będziesz miała wenę, będziesz zadowolona z tego co piszesz i szybko wstawisz coś nowego :D Wydaje mi się tylko, że gdybyś włączała wyrównywanie tekstu (czy jakoś tak) to post wyglądałby... bo ja wiem? Ładniej? To znaczy wiesz, mi nauczyciele od informatyki wmawiali, że tak mam robić i to odruch .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! A co do tego wyrównywania to nie do końca wiem co masz na myśli. Chodzi Ci o tekst przy zdjęciu?

      Usuń
  8. Fajny rozdział.
    Nie mam pomysłu, jak go skomentować.
    Po prostu mi się podoba.
    A z tym wyrównaniem wyżej, to chodzi o to, żeby były wyrównane do obu stron, bo teraz masz tylko do lewej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi Wam o wyśrodkowanie tekstu? Wydaję mi się, że będzie wyglądało to gorzej. Ale to moje odczucie. Mogę w przyszłości spróbować jeden post wyśrodkować i wtedy się zobaczy. :)

      Usuń

Włączyłam opcje anonimowego komentowania,
oraz usunęłam weryfikację obrazkową.

Do reklamy Waszych stron przeznaczona jest zakładka ,,WASZE BLOGI''. Często do niej zaglądam i odwiedzam je. Natomiast spam pozostawiony w komentarzach będzie usuwany lub ignorowany.