czwartek, 30 lipca 2015

Straszny zawód i wykończona psychika cz. 1

  Minęły dwa dni od mojej rozmowy z Albusem Dumbledorem. Od tamtej pory gdy  tylko docierał do mnie głos któregoś z Huncwotów lub przemknęła mi przed oczami rozczochrana czupryna Pottera przypominam sobie słowa wyjątkowo mądrego człowieka: ,,Och, nie… on wcale nie jest niezrównoważony. Po prostu spotkał go straszny zawód.’’ Zastanawiałam się wtedy ile z tego co usłyszałam było prawdą, a później uciekałam gdzie popadło. Chociaż czasami w innej kolejności.
Ale to nie tak, że nie zamierzałam posłuchać rady dyrektora i porozmawiać z Potterem, bo zamierzałam. Naprawdę. Tyle, że po pierwsze nie byłam jeszcze stu procentowo przekonana do tego pomysłu, a po drugie on wszędzie łaził z kimś. Kto by pomyślał, że chłopak, którego miałam za prześladowcę, bo wyjątkowo często wpadałam na niego wracając samotnie wieczorami z biblioteki może być tak zajęty? Śniadanie jadł z przyjaciółmi. Na lekcjach spał albo rozmawiał z Blackiem. Przerwy spędzał z kim popadnie śmiejąc się i popisując. A na obiedzie dosiadł się do stołu Puchonów, żeby podrywać jakąś brunetkę.
Starałam się, ale… no dobra. Może i moje starania pozostawiały wiele do życzenia, ale przecież to wciąż był ten sam egoistyczny kretyn! Co z tego, że miał uczucia? Nie Lily. Koniec. To było wredne.
Poczułam mocne szturchnięcie w bok, które wybiło mnie z rytmu.
- Em! To bolało! – pisnęłam masując obolałe miejsce.
- To miło, że raczyłaś do nas wrócić – dobiegł mnie niski głos mężczyzny. Skądś go kojarzyłam, ale co on robił w mojej głowie?
Podniosłam wzrok do góry. Nade mną stał profesor Binns. A dokładniej unosił się, ponieważ był duchem.
- Aa… ja… - zająknęłam się patrząc mu w oczy i widząc jednocześnie wiszące na suficie wypchane ptaki co było trochę rozpraszające. – Ja… cały czas tu byłam – dodałam nieświadomie się pogrążając. Historia Magii była najnudniejszym przedmiotem w szkole z czym bez problemu zgadzała się większość uczniów. O ile niektóre wojny i wydarzenia na pierwszy rzut oka wydawały się być w miarę interesujące, to ich wykładowca-duch potrafił nawet najbardziej krwawą bitwę krasnoludów przemienić w bajeczkę na dobranoc. 
W ten o to sposób zamiast zapisywać na pergaminie jak najwięcej szczegółów z monologu Binnsa ja, Lily Evans, porządna i sumienna uczennica prowadziłam wewnętrzną naradę na temat swojego dobijającego życia.
- Odejmuję Gryffindorowi 5 punktów za nieodpowiednie zachowanie – odsapnął podlatując z powrotem do swojego biurka. Zajął miejsce na drewnianym krześle wykładowcy i powrócił do czytania swoich notatek z Wielkiej Wojny Olbrzymów.
Uczniowie, którzy przebudzili się w chwili gdy Cuthbert Binns po raz pierwszy od bardzo dawna wyleciał zza biurka w czasie lekcji i zwrócił komuś uwagę wpatrywali się teraz we mnie z nieskrywanym zaskoczeniem.
- Panie profesorze…? – wydukał siedzący w drugiej ławce Krukon o mysich oczach i jasnych blond włosach.
- …przekonani o ideologii Olbrzymów z Westworth, 19 lipca 1698 zaatakowali…
- Panie profesorze? – powtórzył ktoś inny.
Jednak Cuthbert Binns był zbyt pochłonięty notatką by zwrócić uwagę na któregokolwiek z uczniów. Wszystko wróciło do normy co jednak nie zmieniało faktu, że chwilę wcześniej nauczyciel zachował się jak hm… nauczyciel?
- To było dziwne… - wydukała siedząca obok mnie Emma. Wciąż wpatrywała się w pedagoga jakby zastanawiając się czy to co widziała nie było przypadkiem wytworem jej   wyobraźni bądź snem.
- Em, przepraszam cię za wczoraj – wydukałam zapominając o nadzwyczajnym zjawisku. – Poniosło mnie i zachowałam się głupio.
- Wiem Lily – odparła obracając się w moją stronę. - My też.

Wychodząc na przerwę odruchowo rozejrzałam się w poszukiwaniu Pottera. Kto by pomyślał, że w ciągu jednego dnia niewinnych obserwacji nieświadomie zacznę się za nim rozglądać.
- Nieprawda Lily. To wina Dumbledore'a. Chciał żebyś z nim porozmawiała - odparłam cicho starając się uspokoić. To była przesada. Zaczynałam wariować z byle powodu.
- O! Evans, jak leci? - poczułam, że ktoś zarzuca mi rękę na ramie i przyciąga do siebie. Dopiero po chwili dotarło do mnie kto, a wtedy coś się we mnie zagotowało.
- Potter, ty skretyniały idioto puszczaj mnie! - wrzasnęłam, a mój głos rozniósł się po korytarzu niczym echo. Spróbowałam odskoczyć, ale chłopak trzymał mnie zbyt mocno.
- Evans, nie bulwersuj się tak - kątem oka zauważyłam, że wolną ręką jeszcze bardziej rozczochrał sobie włosy niż zwykle, co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało. - Nie ma powodów do złości - dodał jak gdyby nigdy nic.
- Ja nie mam powodów do złości? - zrzuciłam jego brudne łapsko z siebie. - Rozpowiadasz nieprawdziwe i żałosne nawet jak na ciebie plotki i jeszcze masz czelność mówić mi, że nie mam powodów, żeby być wściekła? Nawet mnie nie przeprosiłeś ty egoistyczny, pewny siebie dupku! Do tego wysyłasz kumpla, żeby wyjaśnił sprawę za ciebie! Gdzie twoja odbudowana godność, co? 
Nie potrafiłam się opanować. Cały misterny plan wyjaśnienia sytuacji wymyślony przez Dumbledore'a runął niczym domek z kart. Ale gdy tylko zobaczyłam jak po raz kolejny czochra te swoją czuprynę i beztroskim tonem zagaduje z zamiarem wykończenia mnie psychicznie, to coś mnie trafiło. Po prostu wybuchłam.
Kiedy skończyłam wrzeszczeć na korytarzu panowała bezbłędna cisza. Nie rozglądałam się, więc trudno było mi ocenić czy wokół nas nie zebrała się przypadkiem mała widownia, ale nie to w tej chwili najbardziej mnie interesowało. Byłam zbyt wściekła, żeby przejmować się takimi drobnostkami.
Zdążyłam zauważyć zszokowaną minę okularnika, po czym odwróciłam się i pobiegłam do Wieży Gryffindoru. Historia Magii była ostatnią lekcją tego dnia i szczerze mówiąc wystarczyło mi atrakcji na parę najbliższych dni.
- Lily! Stój! - usłyszałam wołanie gdy byłam na piątym piętrze. Chcąc czy nie chcąc musiałam się zatrzymać, żeby schody ruszyły, więc wołający mnie chłopak wykorzystał okazję i w ostatniej chwili wskoczył na unoszący się schodek.
- Daj mi spokój - powiedziałam przez łzy, które nie wiadomo kiedy zaczęły wypływać z moich zielonych oczu.
- Lily, uspokój się - dodał spokojniejszym głosem podchodząc bliżej i przytulając mnie do siebie. 
Nie od razu odkryłam kim był przytulający mnie chłopak. Wcześniej słysząc wołanie byłam pewna, że to Potter, ale teraz? Przytulający był zdecydowanie chudszy i wyższy od tego palanta.
Niepewnie podniosłam głowę do góry. Gdy tylko zorientowałam się kim był Przytulający na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. 
- Devon?
- Chodź. Znam miejsce, w którym możesz się uspokoić.
Zaprowadził mnie na szóste piętro. Tyle pamiętam. 

Do dormitorium wróciłam parę minut przed kolacją. Sypialnia była pusta co oznaczało, że wszystkie moje współlokatorki siedziały pewnie teraz w Wielkiej Sali i zajadały się przysmakami. Jak na zawołanie poczułam burczenie w brzuchu i suchość w gardle.
Rzuciłam torbę z książkami na łóżko i przebrałam w wygodniejsze ubrania. Po pięciu minutach byłam gotowa. Już miałam wychodzić gdy usłyszałam zza drzwi znajome głosy.
- …tak dalej pójdzie, to nie dożyję świąt! McGonagall zadała mi dodatkową pracę, żeby poprawiła swoje oceny! Przecież to bez sensu! - zaśmiałam się cicho rozpoznając marudny ton Grace.
 Podeszłam bliżej akurat gdy Emma otworzyła drzwi wpuszczając do środka Grace  żalącą się niskiej, czarnowłosej Kate Thomas.
Katherina Thomas była wyjątkowo cichą osobą. Jednak w razie potrzeby potrafiła pomóc i jeżeli byłaby taka potrzeba poświęcić wszystko dla bliskich.
Niecały rok temu wprowadziła się do naszego dormitorium, bo jak się okazało, nasze rówieśniczki mieszkające naprzeciwko okazały się strasznymi jędzami i gnębiły ją przez przeszło cztery lata. A nieporadna Kate najzwyczajniej w świecie bała się o tym komukolwiek powiedzieć. Na szczęście wszystko wyszło na jaw.
- Lily! – wrzasnęła zaskoczona Emma. Nie wiem czy bardziej zdziwiła się czy przestraszyła na mój widok. – Gdzie się podziewałaś po lekcjach?
- Później ci opowiem mamusiu – zaśmiałam się ponownie wymijając koleżanki.
- No taką mam nadzieję! – krzyknęła gdy byłam już na korytarzu.
Wesołym krokiem zbiegłam do Pokoju Wspólnego. Zastanawiałam się czy może ktoś z moich znajomych nie był jeszcze na kolacji, gdy zobaczyłam siedzące w rogu siódmoklasistki. Podeszłam do nich uśmiechnięta od ucha do ucha i przywitałam się.
- Byłyście już na kolacji?- dodałam.
Mary i Alice pokiwały jednocześnie głowami.
- Ale Marlena dopiero przed chwilą wyszła – odezwała się Alice dziwnie zerkając za mnie.
- Wszystko w porządku? – zdziwiłam się zachowaniem dziewczyny.
- Taak – wtrąciła się Mary ledwo powstrzymując śmiech. – Szuka Lupina. Zadurzyła się w nim.
- Nieprawda! – Alice podskoczyła ze złości słysząc przyjaciółkę. – Nie zadurzyłam się w nim! Nie pomyślałam nawet o nim w takim… - zamyśliła się  chwilę.
- Zasada trzech zaprzeczeń – wyszeptała Mary zasłaniając usta tak, żeby panna Grey nie usłyszała co mówi. – Idź już lepiej na kolację, bo zaraz cię wypyta o niego.
Zrobiłam dziwną minę i w podskokach wybiegłam z Wieży Gryffindoru. W niecałe trzy minuty byłam już przed Wielką Salą. Wyminęłam wychodzących uczniów i rozejrzałam się po stole swojego domu.
Od razu rozpoznałam zgarbioną blondynkę zajadającą się udkiem z kurczaka. Dosiadłam się do niej jednocześnie rozglądając się za swoim przysmakiem, ale po chwili odpuściłam sobie widząc pusty talerz, na którym zazwyczaj leżały moje ulubione placuszki drożdżowe.
- Nie byłaś przypadkiem parę dni temu na diecie? – zdziwiłam się widząc zapełniony po brzegi talerz nastolatki.
- Nie – burknęła z pełną buzią. – No może trochę – skrzywiła się marszcząc czoło i zastanawiając się nad czymś intensywnie. – Dobra byłam. Ale po co mi to? Co za różnica czy umrę gruba czy chuda i piękna.
Zaśmiałam się cicho sięgając po misę wypełnioną po brzegi sałatką z kurczakiem. – Taak. Zdecydowanie na to miałam dzisiaj ochotę. Olać przepyszne placuszki – pomyślałam szczerząc się do talerza.
- A tobie co się dzisiaj stało?
- Mi? – zdziwiłam się.
- Nie, Merlinowi – oparła sarkastycznie. – Oczywiście, że tobie. Twoje poczucie humoru zdecydowanie zaprzecza plotkom, rozpowiadanym po szkole.
W sekundę uśmiech zniknął z mojej twarzy. Czemu wszyscy muszą przypominać mi o tych głupich plotkach? Naprawdę nie widzą tego, że pomimo egoizmu Pottera jestem szczęśliwa? Czy może boli ich to, że przynajmniej wyglądam na osobę nieprzejmującą się czymś tak głupim jak opinia innych ludzi?
- Nie jestem pewna czy chcę usłyszeć, którą wersję znasz tego wymysłu - wykrzywiłam usta dziobiąc kurczaka srebrnym widelcem. – Chociaż przyznam, że nie dotarła do mnie jeszcze dzisiejsza.
- Nie te – zaprzeczyła szybko nie wiedząc o czym mówię. – Susan Roth, ta gruba puchonka spytała się mnie czy to prawda, że  Devon Wood, ten wysoki chuderlak zerwał z tobą i było ci tak ciężko znieść rozstanie, że ryczałaś a on cię przepraszał gdzieś na korytarzu – opowiedziała na jednym wdechu. – Powiedziałam jej, że jest głupia jeżeli wierzy w takie rzeczy, ale zastanawia mnie czemu tak  głośno się zrobiło ostatnio o twoim życiu towarzyskim. Powinnam o czymś wiedzieć? – poruszyła znacząco brwiami uśmiechając się głupkowato.
- Co za plotkarska szkoła! – wrzasnęłam odrobinę za głośno. – Nie mam nic do powiedzenia! To znaczy mam, ale... – poprawiłam się widząc jej spojrzenie. – Potter parę dni temu rozpowiedział jakąś bzdurę o mnie. Nawet Dumbledore spytał się mnie czy to prawda… - dodałam niechętnie.
Blondynka wydała z siebie ciche ,,Ooo…’’, po czym ni stąd ni zowąd dostała podejrzanego ataku kaszlu. - Co do Jamesa… - wykaszlała. – Idzie tu.
Nie zdążyłam odwrócić się w stronę potajemnie wskazaną przez Marlene. Ani nawet chwycić noża bądź widelca. Tak dla własnego bezpieczeństwa. Poczułam jak ławka obok ugina się pod ciężarem pewnego egoistycznego dupka i straciłam apetyt.
- Witam panie – jego słowa niczym echo odbijały się w mojej głowie. Starałam się uspokoić. Nawet zaczęłam liczyć do dziesięciu i z powrotem. Kiedyś mi to pomagało. Ale kiedyś nie byłam aż tak zniszczona psychicznie przez Pottera i jego zgraję.
- Hej – zauważyłam jak moja koleżanka uśmiecha się. Nie potrafiłam rozpoznać czy był to szczery gest, czy może jednak udawany. W końcu parę sekund temu uprzedziłam ją do tego podstępnego głupka. – Coś się stało? – wyczułam w jej głosie nutkę wrogości.
Ha! Ona jest po mojej stronie kretynie! 1:0 DLA MNIE, POTTER!
- Mogę na chwilę porwać tę piękną, rudowłosą istotę? – odparł typowym dla podrywacza tonem. Typowym tonem dla Pottera. Jedno i to samo.
No dalej Marleno! Pamiętaj, że jesteś po mojej stronie! Nie daj się nabrać na te jego głupie gierki!
- Jej decyzja – oznajmiła neutralnym tonem. Poczułam niekontrolowaną chęć uduszenia jej gołymi rękami.
Halllo? CZYŻBY KTOŚ TU PRZYPADKIEM ZAPOMNIAŁ PO KOGO JEST STRONIE?
- Nie
Tyle z siebie wydusiłam. Jedno, krótkie i szybkie ,,nie’’. Przecież nie może mnie zmusić, żeby z nim poszła. A nie ma siły, która ruszy mnie z tej nad wyraz wygodnej, drewnianej ławki.
- Jesteś pewna? – wymsknęło się Marlenie. Przynajmniej mam nadzieję, że tak było, bo jeżeli nie, to zaczynała ona zmierzać w bardzo złym kierunku. W kierunku listy, na której szczycie znajduję się sam pan Potter.
Wzięłam głęboki oddech. - Tak.
Ale po chwili pożałowałam swojej zawziętości. W końcu Potter to nieprzewidywalny kretyn. Powinnam o tym pamiętać następnym razem gdy przyjdzie mi do głowy bycie upartą, bo mogę tego później żałować. Tak jak teraz.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nawet nie wyobrażacie sobie jak się męczyłam z tą częścią pierwszą!
Mam wrażenie, że każdy wyraz jest źle napisany, ale mam nadzieję, że to tylko moje urojenia.
Ciekawi części drugiej?

17 komentarzy:

  1. Lily mnie rozwala. :D
    Zastanawia mnie, jakim cudem kiedyś James ją do siebie przekona. :D XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj mogę Ci tylko obiecać, że nie będzie łatwo! Chociaż kto wie, może na koniec to ona będzie musiała go przekonać do siebie?

      Usuń
    2. W sumie to się nie zdziwiłabym :D
      No, bo w końcu chłopak by się zraził itp.

      Usuń
    3. Sporo racji w tym jest. A nie wiem czy zauważyłaś, ale staram się jak mogę żeby opowiadanie wydawało się jak najbardziej realistyczne. Wtedy, z czasem nabierze fajnego klimatu. :D

      Usuń
  2. o kurczę, jakie cudowne opowiadanie ^^ nie mogę się doczekać części drugiej, kiedy będzie?:D

    Poklikasz?:) Bardzo proszę, to dla mnie ważne:*
    Zapraszam - klik!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku sierpnia prawdopodobnie. ;) Teraz puki mam wakacje staram się dodawać jak najczęściej.

      Usuń
  3. Stworzyłaś strasznego Jamesa, wkurza mnie równie mocno, co pannę E ;) Bardzo podoba mi się część pierwsza i z niecierpliwością czekam na drugą. W rozdziale trochę brakuje mi reszty Huncwotów, gdzie jest Syriusz? :( Tak btw, występuje tutaj Peter? Chyba mam sklerozę, ale sobie nie przypominam. I pojawił się mój ulubieniec - Devon, mam nadzieję, że troszkę namiesza... Lubię zazdrosnego Pottera ^^ Cieszę się, że tak często dodajesz rozdziały, naprawdę podoba mi się twój styl pisania.
    Weny i do następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, i jeszcze chciałam powiedzieć, że bardzo podoba mi się szablon. Karen Gillian mogłaby zagrać Lily, gdy ją zobaczyłam po raz pierwszy w "Doktorze Who", to pomyślałam, że to idealna Evans. I te obrazki dodawane do rozdziałów też są świetne, wprowadzają nastrój :)

      Usuń
    2. Cholera, miało być "Gillan", wkradło mi się "i". Nieważne, czekam na następny rozdział :)

      Usuń
    3. W pierwszej wersji miał pojawić się Syriusz zamiast Pottera, ale uznałam, że to za bardzo uprości sprawę.
      Oczywiście, że Peter też tu występuje! W końcu jest 1/4 Huncwotów! Co prawda była o nim dopiero jedna wzmianka (w poprzednim rozdziale siedział wraz Potterem i Blackiem przy kominku), ale na razie skupiam się na Lily. Staram się pokazać to, że nie od razu się z nimi wszystkimi zaprzyjaźniła, tak jak często się dzieje w opowiadaniach, które czytam.
      Ale nie martw się jeszcze nadejdzie czas Huncwotów!

      Usuń
    4. Ja przyznam szczerze, że na początku nie pasowała mi ona na Evansówne. Dopiero po obejrzeniu genialnego wideo o Jamesie i Lily (www.youtube.com/watch?v=1-_-S8m1Spk POLECAM SERDECZNIE) normalnie pokochałam ją w tej roli!

      Usuń
    5. O Boże, to jest genialne! I ten facet, taki suuuper. Dzięki za tego linka, coś czuję, że obejrzę to niejeden raz ;)

      Usuń
    6. Wiesz, co najmniej 200 wyświetleń jest tam moich! Reklamę jej robię, ale warto!

      Usuń
  4. Hahahah boski rozdział xD
    Skretyniały idiota? Muszę to kiedyś wykorzystać :D
    Miałam nadzieję, że to faktycznie James za nią pobiegł, ale nie... Ten torba pewnie tam stał jeszcze przez bite 10 minut -.- A Devona już nie lubię.. :3
    Pisz szybciutko, weny życzę ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ,,Skretyniałego idiotę" polecam. Z życia wzięte. A najlepsze w tych przezwiskach jest to, ze nie musisz przeklinać. Jeżeli komuś na Tobie zależy to powiedziany na powaznie ,,kretyn" wystarszy.

      Usuń
  5. Twój blog mnie bardzo zaciekawił xD tak się plotki w tej szkole roznoszą, że nawet już Lili nie może pożartować z Devonem xD do tego bardzo go polubiłam, więc miło byłoby poczytać o ich romansie xD czekam na kolejny rozdział
    corka-czarnego-pana.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do ich ,,romansu'' to się zobaczy :)
      Dziękuję!

      Usuń

Włączyłam opcje anonimowego komentowania,
oraz usunęłam weryfikację obrazkową.

Do reklamy Waszych stron przeznaczona jest zakładka ,,WASZE BLOGI''. Często do niej zaglądam i odwiedzam je. Natomiast spam pozostawiony w komentarzach będzie usuwany lub ignorowany.