czwartek, 13 sierpnia 2015

Codzienność widziana przez różowe okulary

Gdy byłam mała wpajano mi, że trzeba być przyjaźnie nastawionym, miłym i dobrym człowiekiem, a wtedy wszystko co złe będzie odbijało się od nas niczym urok zablokowany perfekcyjnie rzuconym protego. Jednak jako dziecko nie zwracałam uwagi na ten podział. Wszystko było dobre i złe jednocześnie. Po prostu nie widziałam różnicy. I teraz coś tak czuję, że panujący-nad-wszystkim-ktoś-z-góry mści się na mnie za to.
Skrzydło Szpitalne opuściłam później niż mi obiecano. W sobotę zaraz po tym jak się obudziłam podeszła do mnie Pomfrey i oznajmiła, że zostawia mnie jeszcze dzień na obserwacji, dla mojego dobra. Wyczułam w tym robotę pewnej Hieny, ale powstrzymałam się od komentarzy.
Leżenie w łóżku przez tydzień miało co prawda swoje plusy. Mogłam odespać, na spokojnie odrobić pracę domowe (no prawie na spokojnie) i dzięki kochanej Poppy, która strzeże pacjentów niczym Rogogon Węgierski swojego jaja, nie naraziłam się na kolejne głupie plotki. Ale jedna sprawa niebezpiecznie balansowała na granicy ,,plusów i minusów’’ nie dając mi spokoju. I był nią James Potter, którego ostatnio było zdecydowanie za dużo w moim życiu.
W zeszłym roku gdy przypadkiem wylądowałam na oddziale Poppy Pomfrey nie mogłam odpocząć i w spokoju wyzdrowieć, bo gdy tylko się budziłam przy moim łóżku pojawiał się pewien chuderlakowaty okularnik z rozczochranymi włosami i zapewniał mi atrakcje będąc święcie przekonanym, że koszmarnie się nudzę.
Tym razem dla odmiany nie pojawił się przy mnie żaden z Huncwotów. Nawet Remus, z którym przez ostatni czas miałam nawet dobre relacje. Głównie dlatego, że oboje byliśmy Prefektami, ale lepsze to niż nic.
Nie żeby w jakiś szczególny sposób brakowało mi ich, ale po prostu było to coś nowego i dziwnie się z tym czułam. Przez rok szło się przyzwyczaić do ciągłych durnych pomysłów słynnej paczki rozrabiaków, która od kiedy odmówiłam Potterowi słynnej randki, nawiedzała mnie zdecydowanie zbyt często.
Nucąc po nosem jedną z ulubionych piosenek wracałam właśnie do Pokoju Wspólnego Gryffidnoru. Korytarze były puste, a mrok panujący na dworze sprawiał, że czułam się jak w domu strachu. Jak na zawołanie usłyszałam kroki i skrzypienie drewnianych paneli.
- Kto tu jest?
W duchu od razu skarciłam się za głupotę. Postąpiłam jak większość przerażonych osób. Zamiast schować się i obserwować kto się zbliża lub najzwyczajniej w świecie uciekać, ja potwierdziłam to, że tu jestem i boję się jak nigdy.
Ale skoro zaczęłam to trzeba brnąć w głupotę.
- Pokaż się – sięgnęłam do kieszeni spodni, w których miałam nadzieję znaleźć różdżkę. Z niedowierzaniem stwierdziłam, że są puste, a mój magiczny patyk zostawiłam w dormitorium tydzień temu.
Z moich ust wydobył się łańcuszek niecenzuralnych słów.
- No nieładnie – po korytarzu rozeszło się zabawne cmokanie i z cienia wyłonił się denerwujący, szarooki Syriusz Black. – Pani prefekt używa takiego słownictwa! Kto by pomyślał?
- Twój sarkazm jest beznadziejny – stwierdziłam czując narastającą złość spowodowaną zachowaniem chłopaka.
- Ej, ej, ej! – podniósł ton udając urażonego. – Darowałem sobie straszenie ciebie, więc może w zamian okażesz mi odrobinę sympatii?
Prychnęłam niczym rozjuszona kotka ignorując szatyna. Mam być mu wdzięczna za to, że na starcie pogodził się z przegraną? Niedoczekanie jego.
Dumnie obróciłam się i ruszyłam przed siebie zostawiając chłopaka w oddali. Przynajmniej taką miałam nadzieję.
- Gdzie ci tak śpieszno, koleżanko? – dogonił mnie z jeszcze większym uśmiechem na twarzy niż wcześniej.
Z trudem powstrzymałam się od złośliwej odzywki odnośnie sposobu w jaki się do mnie zwracał. Mogłam być jego nieprzyjacielem albo co najwyżej znajomą, ale na pewno nie byłam jego koleżanką.
- Ej, to ja powinienem być na ciebie zły. W końcu bezpodstawnie oskarżyłaś Jamesa o rozpowiadanie plotek – kontynuował nie dając za wygraną. Widocznie za cel postawił sobie wyprowadzenie mnie z równowagi nim zdążę wejść do Wieży Gryffindoru. – Wiesz jak mnie to zabolało? – teatralnym gestem złapał się za serce.
- Black, daj mi spokój.
- Evans, pogadaj ze mną – przedrzeźniał mnie.
Zatrzymałam się patrząc na niego karcąco. Byłam zmęczona tygodniowym leżeniem w Skrzydle Szpitalnym i bardzo chciałam znaleźć się teraz w moim dormitorium, przykryć moją kołderką i posłuchać marudzenia moich współlokatorek gapiąc się w moje irytujące, burgundowe firany.
- Proszę – zatrzymałam się. – O czym chcesz ze mną rozmawiać?
- Evans, Evans… - westchnął głośno przerzucając mi przez ramie swoją ciężką rękę i pchając powoli do przodu.
Zignorowałam fakt, że mnie dotyka. Wolałam mieć to już za sobą, a kłótnia o przestrzeń osobistą jedynie pogorszyłaby sprawę. Dlatego uspokoiłam oddech i zaczęłam liczyć w myślach do dziesięciu i z powrotem.
- Widzisz Evans… bo jest taka sprawa… Niewinna i – zamyślił się intensywnie po czym zaczął ze zrezygnowaniem kręcić głową jakby chciał cofnąć to co wcześniej powiedział. – Potrzebuję, żebyś podała mi hasło do Łazienki Prefektów.
Zaśmiałam się cicho nie kryjąc zdziwienia. – A po co ci niby dostęp do łazienki, która jak sama nazwa wskazuje, należy do pre-fe-któw?
Spojrzał na mnie udając niewiniątko. No tak. Po co Blackowi byłaby potrzebna duża wanna.
 - O nie, nie i nie! – wrzasnęłam zrzucając z siebie jego łapsko i przyspieszając kroku. – Nie będziesz mi demoralizował tych biednych, niewinnych piątoklasistek!
- Evans no… - zaczął zrzędzić jak zawsze gdy nie dostaje tego co chce.
- To obrzydliwe i niezgodne z regulaminem!
Wbiegłam po ostatnich schodkach prowadzących na siódme piętro i zdyszana zatrzymałam się przed portretem Grubej Damy.
Dyniowe paszteciki.
- Evans, nie bądź taką...
- Wczoraj zmieniono hasło - odparła dumnie kobieta z portretu.
- Spędziłam tydzień w Skrzydle Szpitalnym, skąd mam je znać?
Nie musiałam odwracać się, żeby dostrzec szeroki uśmiech, który pojawił się na twarzy jednego z najpopularniejszych szóstoklasistów Hogwartu.
- No Evans... - westchnął teatralnie ponownie zarzucając na mnie swoje ramie. - Chyba potrzebujesz pomocy? Wiesz, jestem człowiekiem otwartym na propozycje...
Rzuciłam w jego stronę pełne pogardy spojrzenie jednocześnie zastanawiając się za jakie grzechy urodziłam się w tym samym roku co ten palant.
Wpatrywałam się tępo w portret Grubej Damy z nadzieją, że zaraz przesunie się i będę mogła uciec. Nie musiałam długo czekać. Niespodziewanie obraz otworzył się wypuszczając z Pokoju Wspólnego dwóch chłopców, którzy na mój widok wycofali się. W głowie pojawiła mi się myśl. Jestem aż tak straszna, czy to kwestia mojej roli Prefekta i tego, że zbliżała się cisza nocna?
- Dzieci się ciebie boją - usłyszałam za sobą gdy wchodziłam już po schodach do dormitoriów dziewcząt. - A myślałem, że tylko James.

* * *
- Kat, widziałaś moją różdżkę? - rzuciłam pełne zrozpaczenia spojrzenie w stronę czarnowłosej dziewczyny wylegującej się w swoich łóżku.
- Myślałam, że wzięłaś ją ze sobą do Skrzydła. - odparła odkładając na bok podręcznik i kładąc się na brzuchu. – Pomóc ci? – zaproponowała na co ja szybko pokiwałam głową.
- Dam radę.
- A przejdziesz się później ze mną do kuchni?
Zrezygnowana opadłam na miękki materac, za którym tęskniłam od tygodnia.
- Chodź teraz. Poszukam jej jak wrócę.
Wychodząc rozejrzałam się jeszcze szybko po pustym pokoju i dołączyłam do koleżanki, z którą zdecydowanie było coś nie tak. Może i próbowała zakryć zdenerwowanie czy smutek, ale nie była w tym najlepsza. Tylko dlaczego dostrzegłam to dopiero teraz?
- Coś jest nie tak? - spytałam gdy znalazłyśmy się na jednym z rzadziej używanych przez uczniów korytarzy.
Spojrzała na mnie pełnym żalu wzrokiem. Zdziwiłam się, że przez ostatnią godzinę, którą spędziłyśmy wspólnie w dormitorium wstrzymywała się udając, że wszystko jest w porządku. Nie mogłam uwierzyć w to co widziałam. Nie wyobrażałam sobie jak ciężko musiało jej być. Jak ciężko było jej udawać, że wszystko jest dobrze, tylko po to, żeby nie zadręczać swoimi problemami innych.
- Bo... parę dni temu... - zaczęła się jąkać wpatrując w dłonie, które trzymała splecione. - Nie było cię wtedy... profesor McGonagall kazała mi przyjść do swojego gabinetu po lekcjach... i ja przyszłam. Bałam się, a... ale przyszłam - zatrzymała się na moment, żeby wziąć oddech i kontynuowała. - Powiedziała mi, ż...e moja mama... ale ona jest czarownicą, nie jest mugolem i ja nie rozumiem, bo... bo ona pracuje w ministerstwie i był wypadek i...
- Kat... – zatrzymałam się łapiąc szatynkę za ramie w geście wsparcia. - Spokojnie. Weź wdech, wyd...
- Ona nie żyje - przerwała mi.
Nie znałam jej mamy, ale jej śmierć była czymś czego nigdy nie zapomnę. Od tamtej chwili, gdy na jednym z hogwarckich korytarzy Katherina przytulona do mnie wypłakała się ze straty  bliskiej osoby, zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, że trwa wojna. Że nie jest to jedynie tło dla wydarzeń opisywanych w Proroku Codziennym. Tylko najprawdziwsza wojna z niewinnymi ofiarami, które były jej nieuniknioną częścią.
Powracałam pamięcią do wszystkich krwawych bitw, których przyczyny i skutki powtarzałam przed egzaminami z Historii Magii. Wtedy były to tylko i wyłącznie informacje. Nic nie znaczące dla mnie obce fakty. W Hogwarcie czułam się na tyle bezpieczna, że zapominałam o niepokoju, który rozpowszechniał się niczym zaraza wraz z rosnącą liczbą popleczników Voldemorta, którego ze strachu zaczęto nazywać Sami-Wiecie-Kim.
Nie pamiętam ile czasu spędziłyśmy razem przytulone po środku korytarza, a jednak obecne jedynie fizycznie. Wiem, że nie dotarłyśmy do kuchni. Siedziałyśmy na jednej z kamiennych ławek pod jedną z nieużywanych klas. Po ciszy nocnej odprowadzone przez pouczające nas o nieposłuszeństwie magiczne obrazy trafiłyśmy do Pokoju Wspólnego Gryffindoru i rozeszłyśmy się. Kat wróciła do sypialni, a ja usiadłam na czerwonej kanapie przed kominkiem i wpatrywałam się w ogniste płomyki.
Poczułam się głupio kiedy dotarło do mnie, że w czasie gdy moja rówieśniczka przeżywała tak wielką stratę, ja marudząc o byle co leżałam w Skrzydle Szpitalnym i zastanawiałam się czemu akurat na mnie trafiły te nieszczęścia związane z plotkami. Wtedy byłam pewna, że nie może być gorzej.
Z  letargu wyrwało mnie ciche stukanie dobiegające od strony schodów prowadzących do męskich dormitoriów. Miałam wrażenie, że ktoś po nich schodził, jednak niespodziewanie kroki ustały, a nikt nie pojawił się w salonie. Wpatrywałam się jeszcze trochę w ostatni stopień, aż usłyszałam kolejny hałas, który tym razem dochodził z drugiej strony pomieszczenia. Mogłabym przysiąść, że krzesło lekko się przesunęło.
- Lily, wydaje ci się – starałam się chociaż odrobinę pocieszyć. – Nikogo tu nie ma. Jesteś po prostu zmęczona.
Nie miałam pojęcia, że po raz kolejny tego dnia byłam w błędzie. 
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zdaję sobie sprawę z tego, że ten rozdział jest nijaki i strasznie krótki,
ale pisanie szło mi jak krew z nosa.
Chociaż miałam wenę na naprawdę długi post.

Czy wątek o wojnie i przemyślenia Lily były realistyczne?
A co do końcówki…
Domyślacie się co/kto/jak?

19 komentarzy:

  1. Rozdział jest super. :D Nie jesteś nijaki. :3
    Tak, to było realistyczne. :D
    I co, na Merlina, stało się z różdżką Lilki?!
    Mam nadzieję, że się pojawi taki czarny, ale to czarny, że czarny, wręcz czarno-czarny charakter. Niekonieczne Voldemort.
    Myślę, że na schodach mógł być James albo złodziej różdżki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarny niczym węgiel w nocy! (CO? HAHA) Tajemnica!
      Cieszę się jak chyba nigdy! Naprawdę obawiałam się co do tego rozdziału i jest teraz bardzo zaskoczona! Pozytywnie oczywiście!
      Dziękuję!

      Usuń
  2. Rozdział jest ekstra, wcale nie jest nijaki! xD Wątek o wojnie wyszedł Ci naprawdę dobrze, przynajmniej mi się podobało ^.^ A Twój Syriusz jest taki syriuszowaty, jeśli wiesz co mam na myśli :D
    No a końcówka... Stawiam na Jamesa ukrytego pod niewidką.
    Weny!
    Moony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie liczyłam na to, że Syriusz będzie syriuszowaty, więc ogromnie się cieszę, że mi się udało!

      Usuń
  3. Tak mi się coś wydaje, tak trochę dość mocno mi się wydaje, że to może być James.
    Biedna Kat, to musi być dla niej naprawdę trauma :'(
    Co do Syriusza... No serio kocham tego gościa, ale z tą łazienką to troszkę tak no.... przegiął. Chociaż po nim to się chyba wszystkiego można spodziewać.
    Czekam i życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... chłopak (Syriusz) kończy niedługo 17 lat. To w miarę normalne, że potrzebuje więcej... ekhem... przestrzeni.
      Dziękuję! Wena zawsze się przyda!

      Usuń
  4. Końcówka - z pewnością ktoś czai się pod peleryną niewidką, tylko pytanie: kto? Myślę, że jest czterech kandydatów, oczywiście, chciałabym, żeby to był James... Jestem ciekawa co się stało z różdżką Lily. Wątek o wojnie realistyczny, żałuję, że nie potrafię tak opisywać :) Black proszący o hasło do łazienki prefektów, aby siać zgorszenie i demoralizować młode dziewczęta? Lubię to! Z niecierpliwością czekam na następny rozdział, jest otwartych sporo wątków, których jestem niewiarygodnie ciekawa - kto rozsiewał plotki, gdzie jest Lily różdżka, czy Black dostanie się do kibla prefektów ^^ Tak, tego ostatniego jestem najbardziej ciekawa, lol.
    Weny i oby kolejny rozdział szybko się ukazał ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz czego żałować! Musisz skupić się i wyobrazić sobie co ty byś czuła w takiej sytuacji. Wtedy wystarczy już przelać to na papier i powinno być dobrze.
      Ah, wydaję mi się, że sianie zgorszenia i demoralizacja młodych dziewcząt to jedne z ulubionych zajęć Syriusza Blacka!
      Można uznać, że wszystko mi ładnie podsumowałaś i przypomniałaś jakie wątki muszę jeszcze pociągnąć, więc serdecznie dziękuję, bo znając mnie, pewnie bym coś pominęła!
      Puki mam wakacje rozdziały będą pojawiać się najpóźniej po tygodniu od dodania poprzedniego!

      Usuń
  5. Hej! :)
    Rozdział naprawdę ciekawy. Szkoda mi Kat, ale Lily zrozumiała, że jej życie nie jest tak okropne, jak jej się wydaje. Może w związku z tym zmieni swoje nastawienie do niektórych rzeczy? ^^
    Rozmowa Syriusza z Lily bardzo mi się podobała. Wyszedł Ci tu taki syriuszowy :D. To w jego stylu, żeby próbować się dostać do łazienki prefektów.
    I co się stało z różdżką Lilki? Mam nadzieję, że się znajdzie :)
    Co do końcówki, na początku myślałam, że to może James pod peleryną niewidką? A może Syriusz? Albo James i Syriusz? Coś w tym stylu :)
    Czekam na następny rozdział i pozdrawiam serdecznie :*
    Optimist
    [the-emerald-eyes.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do Lily to trudno powiedzieć. Wiesz hormony i te sprawy. Nie mam pojęcia co jej do głowy przyjdzie w najbliższym czasie. :)
      Syriuszowaty Syriusz nie wydaję się być zbyt płytki?

      Usuń
  6. Właśnie, właśnie, miałyśmy zmienić zdanie co do cudowności Remusa ;P Fajny rozdział, lekki, dziwię się trochę postawą Lily, ciągle ma awers do James'a a powinna mieć trochę wyrzutów sumienia, że tak na niego naskakiwała a robiła to całkowicie niesłusznie. Myślę, że powinna trochę spokornieć a mam wrażenie że jakby go tylko spotkała to wydarłaby się na niego robiąc znowu wielką scenę. W tym wszystkim to Lily wyszła na awanturnicę ;P I myślę, że to James pod peleryną niewidką, pewnie i w skrzydle szpitalnym był nie raz, taki się z niego grzeczny chłopczyk zrobił i tylko podgląda ;P Zamienili się z Lily rolami ;P

    Weny i huncwotów ;)

    niecnimarudersi,blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądziłam, że uda Wam się wyszukać wzmianki o uczuciach wrogo-przyjacielskich kierowanych w stronę Jamesa, bo specjalnie starałam się je pominąć, ale widocznie nieskutecznie. Lily-Jamesa planuję rozpisać w następnej części.
      Ciekawy pomysł z tym, że Potter odwiedzał jednak Lily, ale kto wie czy prawdziwy?
      Za wenę serdecznie dziękuję! Chociaż pomysły mam i wolałabym odzyskać laptopa, to kapryśnej przyjaciółki nigdy za wiele!

      Usuń
  7. Lily Luna Potter rozpoczyna czwarty rok nauki w szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Jest bardzo odważna, nie pozwoli sobą manipulować i potrafi bronić swoich przyjaciół. Znalazła już osoby, na których jej zależy. Czuje się w szkole jak w drugim domu. Jednak to właśnie ten rok zmieni jej życie i obróci wszystko do góry nogami. Co czeka młodą Gryffonkę? Czy poradzi sobie z przeciwnościami losu?

    Zapraszam : http://lilylunapotterhp.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ,,reklamę'' Waszych blogów przeznaczyłam oddzielną zakładkę i w niej mogłaś zostawić link, a na pewno bym zajrzała. Jednakże jestem osobą, która nie cierpi gdy ktoś zaśmieca jej pracę, więc najzwyczajniej w świecie odechciało mi się czytać czy komentować to co publikujesz. Dziękuję, miłego dnia życzę.

      Usuń
  8. Witam!
    Zapraszam na rozdział trzynasty!
    http://adrianna-ocalic-istnienia.blogspot.com/2015/08/rozdzia-13-rodzina.html
    Selene Neomajni
    PS: Mój komentarz na Twoim blogu pojawi się niedługo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie nie mogę się doczekać. :)

      Usuń
  9. No i właśnie się zdenerwowałam bo cały mój monolog się usunął :/

    Zacznę od początku. Jestem tu dzisiaj pierwszy raz, ale już zdążyłam wszystko nadrobić. Uwielbiam opowiadania Potterowskie i też mam swoich ulubieńców z książki, jedną z nich jest właśnie Lily, no i z tej "ery" jeszcze Syriusz (w moich oczach jest mega przystojnym, z poczuciem humoru chłopakiem, na którego bym pewnie poleciała :P) Teraz wracam do tematu

    Rozdział świetny, ale smuci mnie Lily i czasem irytuje jak Różowa Landryna z piątej części Harry'ego Pottera, ale mimo to i tak ją kocham. Jej upór czasem jest zaskakujący, ale też z drugiej strony rozumiem jej złość na Jamesa. Remus ma racje, powinna w końcu spojrzeć prawdzie w oczy i przestać na wszystko patrzeć nerwowo. Może nawet troszkę wyluzować (chodź by było to do niej nie podobne). Brakuje mi troche w tym opowiadaniu wyżywania się na Severusie, on zawsze jest magiczną postacią i świetnie by się zgrywał do tego i potęgowałby powód do nienawiści Jamesa przez Lily (którą wbrew pozorom kocham).
    Czekam na dalszy ciąg.

    PS. Mogłabym prosić o informowanie mnie o nowych rozdziałach?

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie <3
    Opowiadanie dotyczy wnuczki Lily Evans :)

    http://lilylunapotterhp.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa!
      Tylko, że jest jeszcze jeden rozdział. :)

      Usuń
    2. A gdzie chciałabyś być informowana?

      Usuń

Włączyłam opcje anonimowego komentowania,
oraz usunęłam weryfikację obrazkową.

Do reklamy Waszych stron przeznaczona jest zakładka ,,WASZE BLOGI''. Często do niej zaglądam i odwiedzam je. Natomiast spam pozostawiony w komentarzach będzie usuwany lub ignorowany.