sobota, 22 sierpnia 2015

Eliksiry pełne pułapek i niespodzianek

Z każdym dniem czułam się co raz gorzej. Przed każdym śniadaniem moje ciało trzęsło się niczym galaretka, aż do chwili gdy w moje blade dłonie trafiał Prorok Codzienny. Spanikowana przeglądałam błyskawicznie pierwsze dziesięć stron i dopiero wtedy wzdychałam z ulgą. W końcu coś ważnego nie trafiłoby na stronę dalszą niż dziesiąta. Tego byłam prawie pewna.
Odrzuciłam na bok gazetę i chwyciłam dwa tosty. Posmarowałam je dżemem brzoskwiniowym i szybko skonsumowałam.
- Dlaczego codziennie kupujesz tego szmatławca skoro nawet go nie czytasz? – przyjrzała mi się Grace zabierając leżącą przy mnie makulaturę. Przejechała wzrokiem po okładce i zrezygnowana odłożyła go na ławkę obok siebie. – Nie ważne.
- Czemu nic nie jesz? – spytałam Marleny wpatrującej się z żalem w pusty talerz z paroma okruszkami. – Błagam tylko nie mów mi, że znowu się odchudzasz!
- Nie – burknęła cicho upijając łyk herbaty miętowej. – No może trochę.
- Marlena! – wrzasnęła Grace. – Poprzewracało ci się od tej nauki? Głodówkami nic nie zyskasz, a nawet pogorszysz sprawę!
Spojrzałam na nią wymownie, żeby ściszyła głos. Nie wydaję mi się, żeby panna McKinnon marzyła o sławie jako Pani-Prefekt-Od-Głodówek. Tym bardziej, że to było silniejsze od niej.
- Nie zrozumiecie - oznajmiła odsuwając od siebie pusty talerz. - Obie jesteście... cholernie chude i nie zrozumiecie. - Niepewność była wręcz wypisana na jej twarzy. Można by odnieść wrażenie, że w każdej chwili będzie zdolna cofnąć wypowiedziane słowa i udawać, że nie jest dla niej istotne ile zje.
Nim zdążyłam się obejrzeć, już jej nie było. W mgnieniu oka zabrała torbę z podręcznikami i wybiegła z Wielkiej Sali pozostawiając mnie i Grace osłupiałe. Milcząc dokończyłyśmy posiłek i dopiero wtedy zebrałam się na odwagę, żeby się odezwać.
- Myślisz, że możemy coś... jej pomoc? - spytałam niepewnie.
Grace wzruszyła ramionami nie patrząc na mnie.
- A może...
- Lily muszę lecieć - przerwała mi. - Mam Numerologię za dwadzieścia minut - pośpiesznie wytłumaczyła się i szybciej niż Marlena opuściła pomieszczenie.
Nie miałam pojęcia czym w tej chwili powinnam się najbardziej przejmować. Podejrzanym zachowaniem Grace? Niekontrolowanymi głodówkami i napadami Marleny? Bezpieczeństwem rodziców i siostry Petunii? Czy może Kate, która od niedzieli unikała mnie niczym ognia? Oczywiście pozostaje jeszcze odwieczny problem z Huncwotami, ale to już inna bajka.
Właśnie. Huncwoci. A może w szczególności jeden z nich. Najbardziej roztrzepany, nieodpowiedzialny i wymagający najwięcej opieki z całej czwórki. Unikał mnie. Tego byłam pewna. Widywałam go jedynie na lekcjach. W dodatku nie na wszystkich, ale nieszczególnie przejmowałam się wagarami pana Pottera i Syriusza Blacka, które były jako taką normą. Bardziej martwiło mnie co innego.
Od tygodnia nie wywinęli nikomu kawału. Nikogo nie ośmieszyli ani nie narazili na niebezpieczeństwo. Co prawda nie miałam co do tego stu procentowej pewności, ale zawsze albo przypadkiem stawałam się świadkiem ich psot, albo ktoś mi na nich donosił jako, że byłam jednym z Prefektów Gryffindoru. Więc możliwe, że stało się niemożliwe i paczka denerwujących, nieodpowiedzialnych psotników stała się odrobinę mniej nieodpowiedzialna. Chociaż po chwili dotarło do mnie, że prawdopodobnie jest to jedynie coś w rodzaju ciszy przed burzą.
Jak bardzo chciałam być w błędzie.
* * *

W czwartki z rana miałam okienko. Zazwyczaj wstawałam później i w samotności jadłam śniadanie, by później pełna energii ruszyć w stronę lochów z podręcznikiem od eliksirów, ale nie tym razem, więc po rozmowie z Grace nie miałam co z sobą zrobić. Jedynymi miejscami, które przychodziły mi do głowy była Wieża Astronomiczna, która przy tak chłodnym początku listopada od razu wypadała z rankingu i biblioteka, w której ostatnio spędzałam zdecydowanie  za dużo czasu.
- Witam, witam - ktoś zdecydowanie za mocno wypsikany męskimi perfumami zarzucił mi na ramiona swoją ciężką łapę. - Jak mija poranek mojej ulubionej pani Prefekt?
Nie musiałam odwracać się żeby wiedzieć kim był mój ulubiony kolega
- Black, puszczaj mnie.
Wykonałam krok w przód zrzucając z siebie przy okazji zbędny ciężar.
- Evans, Evans... - dogonił mnie bez problemu, jednak tym razem oszczędzając mi wieszania się na mnie. 
- Zaciąłeś się dzisiaj, czy co? - uśmiechnęłam się najszerzej jak potrafiłam. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że uśmiecham się w towarzystwie Syriusza Blacka i od razu przyjęłam poważną minę.
Szatyn zaśmiał się głośno, a jego śmiech zabrzmiał bardziej jak szczekanie psa niż ton rozbawionego człowieka. Prawdopodobnie dlatego, że czasami maniery Blacka ograniczały się do minimum, a instynkt zwierzęcy włączał się przy każdej zgrabnej i ładnej dziewczynie.
- Nie martw się, Evans, Udam, że nic nie widziałem - odwrócił się i typowym dla podrywacza tonem przywitał się z szatynką, która wpatrywała się w jego stronę od paru minut. - Do zobaczenia na eliksirach! - rzucił na odczepne i obejmując dziewczynę odszedł w przeciwną stronę.
Zdecydowałam przeczekać przerwę na korytarzu.

* * *


- Przywiązanie do szczegółów jest najważniejsze w warzeniu eliksirów - w jednym z hogwarckich lochów profesor Horacy Slughorn przechadzał się pomiędzy ławkami i z radością dziecka wpatrywał się w słuchających go uczniów Gryffindoru i Slytherinu. - Pamiętajcie o tym przyrządzając wywar ze strony 74. Macie czas do  końca lekcji. Po dzwonku widzę wszystkie fiolki u mnie na biurku.
           Znudzona długim monologiem nauczyciela otworzyłam ,,Eliksiry dla zaawansowanych'' i przeczytałam wstęp. Miałam godzinę na przyrządzenie Eliksiru Rozśmieszającego. Łatwizna.
Przyjrzałam się potrzebnym składnikom. Chwilę dłużej zatrzymałam wzrok na słoiku z żywymi skarabeuszami. Jedynym minusem warzenia eliksirów było to, że musisz dotykać te wszystkie obrzydliwe ingrediencje. Do tego o ile pamięć mnie nie myli skarabeusze powinny zostać rozgniecione. Obrzydlistwo. 
- Lil, jak mam je niby rozgnieść? - Emma obdarzyła mnie błagalnym wzrokiem wskazując na słoik z wchodzącymi na siebie owadami. Roześmiałam się w duchu. To będzie długa lekcja.
- A jak myślisz, kochana? 
Oczy brunetki powiększyły się dwukrotnie. Wpatrywała się w czarny kociołek milcząc. Ona nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.
- Pani profesorze! - wrzasnęła niespodziewanie. Jej mina z przerażonej diametralnie zmieniła się w obolałą i zmęczoną. Gdy mężczyzna podszedł do ławki Pani Ładnej dziewczyna rozpoczęła przestawienie. 
- Coś się stało? - uprzejmie spytał spodziewając się, że za moment spełni się zawodowo i pomoże jednemu ze swoich uczniów.
- Bo widzi pan, panie profesorze... głowa mnie okropnie boli i strasznie źle spałam - pomasowała się po szyi kontynuując. - Do tego wczoraj wieczorem wyszłam na dwór i to chyba od tego. To było strasznie nieodpowiedzialne z mojej strony, ale rozumie mnie pan, panie profesorze... koniec jesieni... aż się prosi, żeby skorzystać z ostatnich ciepłych promieni słońca...
Nie mam pojęcia o jakich promieniach ona mówiła, ale na pewno nie tych, które raz na jakiś czas przedostawały się przez warstwowe chmury przed szkołą. W każdym razie wczoraj wieczorem to ona siedziała w Pokoju Wspólnym flirtując z jakimś siódmoklasistą. Jedyne czym mogła się zarazić to mononukleoza czy inne świństwo.
Nauczyciel wpatrywał się w nią jak spetryfikowany. Zawsze reagował tak gdy jakaś dziewczyna dawała mu wyraźnie do zrozumienia, że koniecznie musi udać się do Skrzydła Szpitalnego, albo przy wszystkich straci przytomność. Możliwe, że miał pewnego rodzaju lęki z tym związane, ale kto wie?
- Em... ekhem. Tak to... oczywiste... powinna pani, udać się do Poopy. Koniecznie - jąkał się drapiąc się po brązowych włosach, które od jakiegoś czasu zaczynały siwieć. 
- Dzięku...
- Zaprowadzę ją - odezwał się głos z drugiego końca pomieszczenia. - Jeszcze zasłabnie, albo co gorsza straci przytomność. 
Zaśmiałam się cicho. No tak. Wiecznie gotowy poświęcić się dla przyjaciół Syriusz Black.
Poczułam kopnięcie w łydkę.
- Pomóż mi - wołała bezgłośnie Em. 
- Panie profesorze? - zawołałam. - Ja mogę z nią pójść.
- Nie Lilianne - błędnie rozwinął moje imię. Zawsze to robił. W czwartej klasie przestałam zwracać na to uwagę i zaczęłam zwyczajnie ignorować chociaż nienawidziłam gdy ktoś się do mnie zwracał w ten sposób. - Przydasz się w klasie. Pan Black, gdyby coś się stało... przytomność straciłaby... - ponownie zaczął się jąkać.
- Tak, tak. Wszyscy rozumiemy - Syriusz wykonał skok przez ławkę zrzucając przy tym parę rzeczy i zgarniając po drodze Emmę opuścił pomieszczenie szeroko uśmiechając się. - Z pewnością wszystko nadrobimy.
Na pewno miał na myśli naukę. Gorzej, że z zupełnie innego przedmiotu

* * *
Wywar skończyłam dwadzieścia minut przed dzwonkiem. Napełniłam fiolkę z podpisem ,,Lily Evans'' i zadowolona oddałam profesorowi, który zdążył już ochłonąć po wydarzeniach z Emmą.
Wróciłam na miejsce, posprzątałam i dopiero wtedy zauważyłam, że zdecydowana większość uczniów ma cudowny humor i niekontrolowanie się śmieje. Tylko nieliczni byli spokojni. Należałam do nich ja, Remus, dwie dziewczyny ze Slytherinu i Severus Snape.
- Czy tylko mnie bawi ich zachowanie? - zajęłam wolne miejsce obok chłopaka o miodowych oczach. Nie dostałam odpowiedzi, co nie ukrywam zdziwiło mnie. - Remus? Żyjesz tam?
- Lily, zajęty jestem - odparł wpatrując się w podręcznik od Transmutacji. 
- Czemu powiedziałeś do mnie ,,Lily''? - zdziwiłam się nie zastanawiając wcześniej nad brzmieniem pytania. Dla mnie było proste i przede wszystkim miało sens.
- Może dlatego, że masz tak na imię? - spytał podnosząc wreszcie wzrok znad książki. 
Wiedziałam, że wie co mam na myśli. Nigdy nie zwracał się do mnie ,,Lily''. Od zawsze, od pierwszego roku gdy dowiedział się jak mam na imię przezywał mnie ,,Lila''. Nawet gdy nie utrzymywaliśmy zbytniego kontaktu, a nasze relacje ograniczały się do wspólnej nauki czy wieczornych dyżurów na korytarzach. Nigdy nie mówił ,,Lily''. Może to głupie, ale poczułam się  wtedy jakbym była dla niego kimś obcy.
- Czy może zmieniłaś je leżąc w Skrzydle przez własną głupotę? - dodał wpatrując się we mnie pełnym złości spojrzeniem.
- Remus, przestań - poprosiłam cicho głosem wypełnionym żalem. Nie chciałam tego słuchać. Nie chciałam, żeby tak mówił.
- Ja mam przestać? Mam przestać troszczyć się o ciebie kiedy znowu wpadniesz na pomysł, że zrobić coś głupiego? Czy może doradzać ci co zrobić, żeby zmienić relacje z Jamesem, o którym rozmawiamy przez większość dyżurów, który tak cie denerwuje? O, a może...
- Skończ Remus... - dodałam jeszcze ciszej. Nie dlatego, że nie chciałam, żeby ktoś słyszał naszą rozmowę, bo byłam pewna, że wszyscy są zbyt przejęci odczuwaniem skutków ubocznych niepoprawnego przyrządzenia Eliksiru Rozśmieszającego niż nami. Ale dlatego, że miał rację, a prawda boli. Szczególnie gdy słyszysz ją od kogoś kto troszczy się o ciebie nawet gdy nie masz o tym pojęcia. 
- Nie Lily. To ty skończ zachowywać się jak dziecko.
Patrzył mi prosto w oczy, a ja po prostu uciekłam. Powstrzymując łzy wybiegłam z sali i pobiegłam na błonia.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Czuję się źle dając Wam nic konkretnego po tak długim czasie, ale mam nadzieję, że się spodoba.
Chcecie w następnej części trochę Lily i Jamesa?

30 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Tylko dlaczego nie napisałaś nic więcej? :(

      Usuń
    2. Hej,
      Nie napisałam nic więcej, bo zaklepałam sobie miejsce, żeby później wrócić, jak już przeczytam. No i właśnie przeczytałam :)
      Przejdę więc do rozdziału:
      Lily ma naprawdę dużo zmartwień. Rodzina, przyjaciółki i Huncwoci. Trochę się tego nazbierało. Szkoda mi się zrobiło Marleny, kiedy czytałam o tym, jak się głodzi, aby być szczuplejsza. Biedna. Ale nie powinna tak robić. Może sobie tym zniszczyć zdrowie. Dziewczyny powinny z nią o tym porozmawiać i jakoś ją pocieszyć.
      Jeju, potem Syriusz ♡♡♡ Jaki on był tutaj uroczy. Uwielbiam go ^^
      I tu w tym miejscu wydaje mi się, że urwało kawałek zdania albo coś, bo jest "Wyciągnęłam z torby" i koniec. Nie wiem, czy tak miało być, ale chyba nie :)
      Dalej, eliksiry i Emma, udająca chorą. Slughorn zareagował naprawdę śmiesznie na całą sytuację. Wyobrażam go sobie takiego pocącego się i jąkającego :)
      I Syriusz, który rzucił się z pomocą, aby zaprowadzić Emmę do skrzydła. Och ♡
      Teraz zauważyłam, że w tym rozdziale nie było w ogóle Jamesa, nad czym ubolewam, bo tak to porozpływałabym się też nad nim, a nie tylko nad Blackiem. ^^
      I na koniec, rozmowa Remusa z Lily. Jejku, to było takie smutne, ale bardzo mi się spodobało. Chyba najlepszy moment w tym rozdziale. Szkoda mi Evans. Mam nadzieję, że szybko się pogodzą.
      Co do pytania, tak!!! Chcę dużo Lily i Jamesa w następnym rozdziale :) ♡♡
      Okej, to chyba tyle.
      Pozdrawiam gorąco i życzę weny.
      Całusy,
      Optimist :*
      [the-emerald-eyes.blogspot.com]

      Usuń
    3. Nie spotkałam się jeszcze z takim zaklepywaniem miejsca, więc musisz mi wybaczyć. :(
      Masz rację. Ucięłam w połowie zdania, bo zamierzałam jeszcze tam wrócić i dokończyć, a najzwyczajniej zapomniałam. To była już końcówka tego fragmentu, więc nic ciekawego nie wniesie do rozdziału, ale zaraz ją poprawię.

      Masz rację. Jamesa w ogóle nie było. Jakoś w mojej głowie gdzieś tam się panoszył, ale do rozdziału nie dotarł. Ale nie martw się w następnym będzie go dużo, bo chyba pozostali zgodzą się z Tobą.

      Dziękuję serdecznie!

      Usuń
  2. Ciekawy rozdział, jestem fanką Harry'ego Pottera, fajny pomysł z wkroczeniem do przeszłości rodziców harryego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich blogów jest naprawdę dużo jeżeli się chwilę poszuka, ale cieszę się, że Ci się spodobało. :)

      Usuń
  3. Ślicznie dziękuję za komentarz u mnie:)
    Zabieram się za czytanie, skomentuję zaraz po.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Neithiria.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie nie mogę się doczekać Twojej opinii. :)

      Usuń
  4. Cześć :)
    Trafiłam na Twoje opowiadanie przez Twój komentarz na czyimś blogu, a przy tym zainteresował mnie tytuł - spodziewałam się przez chwilę, że z Czerwoną Mąką wiąże się jakaś ciekawa anegdotka, ale to chyba nie było zamierzone, prawda? :)
    Piszesz bardzo ładnie i zgrabnie, chociaż muszę powiedzieć, że błędny tytuł widniejący na szablonie trochę mnie na początku zniechęcił. Aż zdziwiłam się, że treść jest takiej dobrej jakości. Czasami, zamiast silić się na angielski, warto zainwestować w nasz ojczysty język, a pierwsze wrażenie od razu stanie się lepsze :)
    W dopiskach do rozdziałów zdarza Ci się narzekać na wolną akcję i brak ważniejszych wydarzeń, ale Twoja historia ma ciekawy, obyczajowy klimat i zwykle jest zgodna z moimi wyobrażeniami o Hogwarcie Huncwotów. Brawa za świetnego Syriusza! Wydaje się bardzo realistyczny. Lily też jest w porządku, jak dotąd nie popadasz w przesadę i histerię, które pojawiają się na innych blogach o Jily. James i Remus też wyszli zgrabnie, więc czytało mi się naprawdę miło. Może teraz kolej na Petera? :)
    Jedyne moje małe fabularne "ale" to choroba Lily. Wiem, że pewnie pasowało Ci to do planu, jaki miałaś na tę parę dni, ale cała sytuacja była mocno naciągana - no bo czy pani Pomfrey, która leczy złamanie w sekundę i potrafi sprawić, aby kości odrosły w ciągu jednej doby naprawdę nie umiałaby przez tydzień uleczyć zapalenia płuc? To taki szczegół, ale warto czasem zwracać uwagę na podobne kwestie.
    Za to bardzo podobało mi się, że poruszyłaś wątek wojny i... odchudzania się Marleny. Bo to takie ludzkie i ciepłe, aż chce się czytać :)
    Bardzo jestem ciekawa, co wydarzy się dalej. Aż trudno prognozować, no bo mamy problem rozchwiania emocjonalnego Lily, na którą wszyscy naskakują, problem Kate, która straciła matkę w okropny sposób, problem Marleny, problem Jamesa... Aż trudno zgadnąć, za co zabierzesz się w najbliższym czasie :)
    Niecierpliwie czekam na kolejny rozdział i przy okazji zapraszam do siebie.
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czerwona mąka jeszcze się spełni, ale to planuję dopiero pod koniec historii, prawdopodobnie w epilogu. Wydaję mi się, że w przyjemny sposób podsumuje to moje dzieło.

      Co do błędu widniejącego na szablonie... dużo zastanawiałam się nad poprawnym tłumaczeniem ,,ponieważ lubię patrzeć na ciebie''. Angielski znam dość dobrze, ale zdarzają mi się tego typu wpadki i dziury w pamięci. Przy tworzeniu szablonu miałam (może to śmieszne), ale ogromny problem z poprawnym tłumaczeniem. Nagle wszystkie wersje stały się moim zdaniem poprawne i błędne jednocześnie, więc jeżeli możesz mi pomóc i powiedzieć jak brzmiałoby poprawne tłumaczenie, to byłabym wdzięczna.

      Co do choroby Lily, to w pewnym sensie się z Tobą zgadzam. Sam pomysł z chorobą był moim zdaniem strasznie kiepski i długo zastanawiałam się nad zmianą, ale ostatecznie coś z niego wyszło. Leczenie zapalenia płuc trwa mniej więcej tydzień. Uznałam, że pani Pomfrey zajmie to max. 3-4 dni, a pozostałe Lily spędzi na obserwacji, żeby nikogo nie zarazić czy nie nabawić się od razu czegoś innego. Ale pewnie masz rację. W przyszłości będę ostrożniejsza.
      Następny rozdział skupi się bardziej na Huncwotach, więc Petera nie powinno zabraknąć. :)

      Dziękuję za komentarz i z pewnością zajrzę do Ciebie.

      Usuń
    2. Powinno być ,,because I like looking at You''?

      Usuń
    3. Tak też chyba byłoby dobrze, albo może "I like to look at you", które na pewno jest poprawne, a przy tym nie rozwaliłoby Ci szablonu :) Sam szablon jest bardzo ładny, nie mogę napatrzeć się na te wszystkie zdjęcia!
      O, skoro zapowiadasz dużo Huncwotów, to tym bardziej nie mogę się doczekać nowego rozdziału :) Chyba nie wspomniałam tego w poprzednim komentarzu, chociaż zamierzałam, ale tytuły Twoich rozdziałów są po prostu genialne i bardzo zachęcają do czytania.
      Z pozdrowieniami
      Eskaryna

      Usuń
    4. Dziękuję. Zmienię w wolnej chwili.
      A co do nazw rozdziałów, to staram się jak mogę. :)

      Usuń
  5. W ogóle po co zadajesz takie pytania? Jasne, że chcemy trochę Lily i Jamesa! Nie obrażę się, gdy będzie więcej niż "trochę" :) Oo, biedna Marlena, taak przechodzenie na dietę jest ciężkie, szczególnie jeżeli jest to dieta "Nic nie jem", a nie "Mniej żrę". Ciekawe co ukrywa Grace. Muszę się przyznać - chyba mam sklerozę, bo nie wiem o co chodzi w rozmowie Evans z Lupinem. Chyba zajrzę do poprzedniego rozdziału, bo mnie to zainteresowało, taki ostry Remus, mrr ^^ Syriusz, ach... Ostatnio jest więcej spotkań Syriusza z Lily, niż Jamesa z Lily, czy mam się czego obawiać? Co prawda panna E na niego prycha, ale już zdążyła się uśmiechnąć! Coś jest na rzeczy...
    Dużo weny życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc fragment z Syriuszem byłam ciekawa czy ktoś odbierze to w taki sposób! Czy jest się czego obawiać? Nie mam pojęcia. :D
      Wyjaśniłabym Ci o co chodziło z Lupinem, ale prawdopodobnie już wiesz, a ja nie mam 100% pewności co dokładnie masz na myśli.
      Dziękuję serdecznie za wenę i obiecuję trochę więcej Jamesa w następnej części!

      Usuń
  6. Borze szumiący, ale to boskie! :D
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. :3
    Cieszę się, że będzie dużo Jamesa! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już nie mogę się wycofać! Obiecałam to będzie!

      Usuń
  7. Tak ładnie się zaczęło, ale zdecydowanie za szybko się skończyło ;P Jeszcze, jeszcze!
    Weny i huncwotów ;)
    niecnimarudersi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huncwoci będą w następnej części! Dziękuję serdecznie!

      Usuń
  8. Witam!
    Zasada komentarz za komentarz i te sprawy, więc zaczynamy!
    Pierwsze co zauważyłam to to, że piszesz dosyć krótkie rozdziały, ale przynajmniej nie popełniasz błędów ortograficznych tylko czasami zdarzają Ci się literówki. Co do głównej bohaterki, Lily Evans. Na każdym blogu jest niby INNA, lecz tak naprawdę to każda z nich jest praktycznie identyczna. U Ciebie raczej nie ma, aż tak rozwydrzonej Rudej, ona chyba w ogóle się nie wydziera i całe szczęście, bo bym tego nie zniosła. Jedyne do czego chcę się przyczepić to to, że strasznie dużo ryczy albo chociaż jej oczy często robią się szklane od łez. To już trochę przereklamowane i irytujące. Mi się ogólnie nie za bardzo podoba Lily jaką Ty stworzyłaś. Zdecydowanie nie mój gust.
    Ogólnie to dosyć trudno jest wykreować głównego bohatera/bohaterkę.
    Nie musisz się do końca przejmować moimi uwagami, bo chociaż są czasami szczere (w zasadzie to nawet zbyt) to jednak bywają bardzo raniące, lecz nie mogę kłamać. Jestem szczera względem tego co mi się podoba, a co nie. Zrozumiem Cię jeśli już nie będziesz chciała więcej odwiedzać mojego bloga (tak jak niektóre bloggerki po tym jak powiedziałam im, iż nie podobają mi się ich blogi) i w pełni uszanuję Twoją decyzję. Wybacz jeśli Cię uraziłam.
    Selene Neomajni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uraziłaś mnie. Na tym polega wyrażanie opinii i do tego służy komentarz.
      Nie do końca zgadzam się z Twoją zasadą ,,komentarz za komentarz'' i wydaje mi się ona zwyczajnie głupia, bo nie skomentowałam Twojej twórczości tylko po to, żebyś zrobiła w zamian to samo, ale dlatego, że wiem jaką radość sprawia szczery opinia. Ale to nie moja sprawa.
      Co do Twoich odczuć wobec Lily, którą stworzyłam. W skrócie nie zgadzam się z Tobą. Oczywiście szanuję to, że w jakiś sposób Cie irytuje itp. ale wybacz, nie za bardzo się tym przejęłam.
      Nigdzie nie napisałam, że moja Lily Evans jest inna, jak i zresztą jest w przypadku reszty bohaterów. Każdy jest w większości taki jaki chciałam, żeby był. A przede wszystkim staram się, żeby taki był i wciąż pracuję nad tym. Chociaż przede wszystkim pragnę żeby był realistyczny.
      Przeczytałam mnóstwo blogów o Huncwotach i znam podstawowe typy, które odwiecznie się powtarzają, ale nie zwracam na to uwagi, bo piszę swoją własną wersję tej historii i moja wizja, którą Wam przedstawiam na razie mi się podoba.
      Z tego co kojarzę płakała dwa razy (może jestem w błędzie) i za każdym miała dość logiczny powód. Warto wspomnieć, że moja Lily jest nadpobudliwa (podnosi ton kiedy trzeba), wszystko przeżywa zbyt mocno (można do tego podliczyć płacz) i ma swój specyficzny charakter, który szczegółowo można będzie opisać dopiero za kilkanaście rozdziałów, bo tak naprawdę - jeszcze jej nie znacie. Dlatego Twoim zdaniem (częsty) płacz wydaję mi się naturalny w jej przypadku.
      Wiedz, że takie irytujące i przereklamowane osoby istnieją naprawdę i na ich wzór powstaje moja Lily. Jeżeli tak bardzo przeszkadza Ci charakter i zachowanie głównej bohaterki, to bardzo mi przykro, ale nie mogę z tym nic zrobić, bo nie zamierzam jej zmieniać.
      Każdą uwagę biorę pod uwagę, dlatego nie chcę robić wyjątku do Twojej. To dobrze, że jest szczera. Takie są najlepsze.
      Czytam te hustorie, które chce, bez względu na to co powiedział mi ich twórca.
      Nie uraziłaś mnie. :)

      Na przyszłość: ,,pisze się ,,to to'' zamiast ,,to, to''. :)
      Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  9. Fajny post. Zapraszam do mnie panterkaonline.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, chociaż domyślam się, że jest to jedynie część spamu, który pozostawiłaś mi na stronie i nawet nie przeczytałaś połowy treści znajdującej się w poście, ale mam cichą nadzieję, że jestem w błędzie i Twoja opinia jest szczera. :)

      Usuń
  10. Z komentarzami zawsze mam jeden problem: nigdy nie wiem od czego zacząć. Z jednej strony najlepiej by było po prostu od początku, ale ja niestety tak nie umiem, przez co moje komentarze są najzwyczajniej w świecie chaotyczne. Ale mniejsza o to. :)
    Marlena - naprawdę mi jej szkoda i mam cichą nadzieję, że dziewczyny jej pomogą, a Ty nie porzucisz jej wątku. Wiem z własnego doświadczenia, że o niektórych postaciach często można zapomnieć (ja na przykład zawsze zapominam o Peterze i podczas pisania łapię się na tym, że próbuję go gdzieś wcisnąć). Ktoś tam wyżej w komentarzach już o tym wspomniał, ale się powtórzę: coś dużo Lily i Syriusza, przez co w mojej głowie od razu pojawia się myśl: "Co ten Syri kombinuje?" xD. No i podobał mi się krótki fragment z Lily i Remusem, fajnie że Lupin nie jest tylko tłem, a też pojawia się gdzieś na dłużej. ;)
    No i wyjustowałaś tekst! Moje oczy się cieszą, haha. :D
    Jasne, że chcę Lily i Jamesa! Ja zawsze chcę Lily i Jamesa! :D
    Pozdrawiam ciepło,
    Moony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze zaczynam od pierwszego co mi na myśl przyjdzie. Nie wydaję mi się, żeby były potrzebne jakieś wstępy. :D
      Ostatnio ktoś ładnie podsumował mi ostatnie rozdziały, więc na ten moment o wszystkim pamiętam. Zobaczymy jak będzie za daw rozdziały.
      Staram się na razie wrzucić Lily w wir życia Huncwotów. Dlatego jest tyle Syriusza. Ale jak to się skończy, nie mam pojęcia.

      To głupie, ale naprawdę nigdy nie zauważyłam tego czwartego ,,wyrównywania''. Tyle lat pisania w Wordzie i nic! Nie mam pojęcia jak to się stało. Ale już jestem świadoma i życzenie spełnione!
      Będzie Lily i James!
      Dziękuję i wzajemnie Moony. :)

      Usuń
  11. Oh no tak, bo przeczytałam rozdział, ale przez moją niezdarność dodałam komentarz pod złym postem.
    Miał być on na temat tego rozdziału tak właściwie.

    Jeśli by można było to informowanie w zakładce "Spamownik" albo pod nowym postem, jak ci wygodniej.
    Pozdrawiam

    http://lilylunapotterhp.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widzę w tym problemu. Gorzej gdy inni też będą chcieli być informowani. Wtedy coś wymyślę. Ale na razie będę pisać gdzieś u Ciebie na stronie w spamowniku. :)

      Usuń
  12. Cześć :)
    Przybywam z wieścią, że na www.na-skraju.blogspot.com pojawił się nowy rozdział. Jeśli nie chcesz być informowana o nowościach, to jest ostatni raz :)
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chcesz, możesz mnie informować, ale na przyszłość wolałabym, żebyś robiła to w zakładce ,,WASZE BLOGI''. Regularnie czytam wszystkie komentarze więc na pewno go nie pominę, a przy okazji nie będę miała spamu pod rozdziałami. :)

      Usuń

Włączyłam opcje anonimowego komentowania,
oraz usunęłam weryfikację obrazkową.

Do reklamy Waszych stron przeznaczona jest zakładka ,,WASZE BLOGI''. Często do niej zaglądam i odwiedzam je. Natomiast spam pozostawiony w komentarzach będzie usuwany lub ignorowany.