niedziela, 30 sierpnia 2015

Przeżycia życia cz. 1

Leżałam na trawie. Po raz kolejny leżałam na tej przeklętej, mokrej trawie w pobliżu Bijącej Wierzby i pozwalałam by moje ciało całkowicie ogarnął chłód ziemi. 
- Nie Lily. To ty skończ zachowywać się jak dziecko. - cały czas słyszałam w głowie słowa Remusa. Doskonale wiedziałam, że miał rację. Czasem zachowywałam się jak rozwydrzony bachor albo i gorzej. Chociaż gdyby się tak chwilę zastanowić, to może nawet częściej niż czasem.
Ale czy to moja wina, że każdą emocję odczuwałam o wiele mocniej niż inni? Nie mam na to wpływu. Nie potrafię nic zrobić z tym, że jestem zbyt emocjonalna, nierozgarnięta i niedojrzała.
Chociażby teraz. Zamiast przyjąć do wiadomości, że postępuję nierozsądnie i Remus ma słuszne powody do gniewania się na mnie, to ja, Lily Evans, najbardziej nieodpowiedzialny Prefekt szkoły odpuściłam sobie Transmutację i narażałam swoje zdrowie na zimnym podwórzu. Nie dlatego, że chciałam wrócić do Skrzydła Szpitalnego, bo naprawdę tego nie chciałam, tylko zależało mi na tym, żeby poczuć się lepiej. Przejąć bardziej bólem fizycznym niż psychicznym.
Wiatr zawiał mocniej podwiewając do góry moją czarną szatę szkolną i wywołując na moim ciele dreszcz.  
Muszę stąd iść.
Wstałam otrzepując mokry mundurek z liści i trawy. Zakręciło mi się w głowie, ale nie upadłam.
Odwróciłam się napięcie i szybkim krokiem ruszyłam w stronę zamku. Spojrzałam na ogromny biały zegar wskazujący godzinę dwunastą. Do przerwy na lunch zostało jeszcze dwadzieścia minut, więc szczęśliwa, że nie spotkam po drodze nikogo znajomego przekroczyłam próg szkoły.
Wielka Sala była prawie pusta. Najwięcej uczniów znajdowało się przy stole Puchonów, którzy widocznie mieli wolną lekcję albo odpuścili sobie jakiś przedmiot. Nie widziałam na szczęście w pobliżu nikogo znajomego. Nie miałam najmniejszej ochoty w tej chwili na tłumaczenie się czemu nie jestem na lekcji.
Zajęłam to samo miejsce co podczas śniadania i rozejrzałam za czymś smacznym do przekąszenia. Ulubiony kurczak w sosie słodko-kwaśnym znajdował się zbyt daleko, żeby moja przemarznięta dłoń dała radę go chwycić, więc nałożyłam sobie dwa udka z kurczaka i trochę pieczonych ziemniaków.
- Cześć Lily - usłyszałam za sobą znajomy głos. Odwróciłam się i pomachałam Krukonowi, który jak zwykle zaraźliwie się do mnie uśmiechał. Zajął miejsce wraz z przyjaciółmi i zaczął nakładać sobie wszystkiego po trochu na talerz. Jak to możliwe, że on tyle je, a i tak jest potwornie chudy?
Dokończyłam lunch i odruchowo rozejrzałam po sali. 
Niebo było lekko zachmurzone, ale wciąż przyjemne i ciepłe, w przeciwności do tego na dworze. Przy stole prostopadle ustawionym do pozostałych siedział Albus Dumbledore i Pamona Sprout. Jedli w ciszy obserwując młodych czarodziei, którzy nie zwracali najmniejszej uwagi na pedagogów.
Rozległ się dzwonek oznaczający przerwę i co raz więcej osób zaczęło zbierać się w Wielkiej Sali. Wpatrywałam się nieobecnym wzrokiem w tłum, aż dotarł do mnie charakterystyczny, śmiech przypominający szczekanie psa. 
Rozbawiona grupka Gryffonów zmierzała w moją stronę. Na jej przodzie Syriusz Black intensywnie tłumaczył coś niższemu prawie o głowę Peterowi Pettigrew, który z zachwytem wsłuchiwał się w każde jego słowo. A kawałek za nimi Remus Lupin i James Potter wygłupiali się zwracając uwagę większości zebranych. 
Co prawda zbliżali się niedokładnie w moim kierunku, bo prawdopodobnie jeszcze mnie nie zauważyli, ale w stronę swoich miejsc, które na moje nieszczęście znajdywały się zbyt blisko mojej osoby. A raczej mojego kurczaka w sosie słodko-kwaśnym.
I wtedy spanikowałam. Pośpiesznie wstając potrząsnęłam głową chcąc wyrwać się z amoku, do którego wprowadził mnie ich widok. Od razu zginęłam w tłumie, który popchnął mnie do stołu obok. Na szczęście należał on do Ravenclawu. Czyli jednak panujący-nad-wszystkim-ktoś-z-góry mnie lubił, albo uznał, że już wystarczająco mnie namęczył i pozwolił na chwilę odetchnąć.
Odszukałam wzrokiem Devona i wepchnęłam pomiędzy jego a jakiegoś szatyna. Posłusznie odsunęli się by zrobić mi miejsce.
- Ratujesz mi życie - odparłam łapiąc oddech.
Odwróciłam się w stronę nieznanego mi chłopaka i niechętnie stwierdziłam, że nie wyglądał na zachwyconego moim widokiem. 
Był szerszy niż Devon i bardziej opalony, a zielone oczy podobne do moich wpatrywały się we mnie ze zdziwieniem i wyższością. Wywołał we mnie mieszane uczucia, ale spróbowałam to ukryć.
- Przed kim tym razem? - zaśmiał się pakując do ust kawałek gofra.
- Nieistotne... - odnalazłam wzrokiem Huncwotów zajmujących te same miejsca co zawsze. Wspólnie głośno śmiali się z czegoś nie przejmując otoczeniem, co było dla nich czymś w rodzaju rutyny. Odwróciłam się z powrotem w stronę stołu i spojrzałam na Devona, którego najwyraźniej również coś bawiło. - O co chodzi?
- Nie, nic - wyjaśnił powstrzymując rechot. 
- Czyli ty jesteś ta słynna Lily Evans, właścicielka serca Pottera? - dobiegł mnie niski głos należący do szerokiego szatyna o zielonych oczach. Może to moje urojenie, ale miałam wrażenie, że każde wypowiedziane przez niego słowo było pełne pogardy i czystej złośliwości.
- Em... tak - zgodziłam się wpatrując w jego dziwne oczy. - To znaczy nie - poprawiłam się szybko. - To on...
Szeroki szatyn o zielonych oczach uniósł ze zdziwienia brwi i obdarzył mnie zupełnie innym spojrzeniem niż przed chwilą. - Chcesz przez to powiedzieć, że wszystkie plotki o tym jak wrzeszczysz na Pottera są nieprawdziwe? - spytał.
- Nie... to akurat prawda - westchnęłam nie mając najmniejszej ochoty tłumaczyć przypadkowemu chłopakowi swoich problemów. - Ale jego serce nie należy do mnie - dodałam niepewnie.
- Nie ważne - podsumował wstając. - Greg, Thomas idziecie?
Poczułam się urażona. Nie dość, że zupełnie mnie nie znając potraktował z miejsca jako kogoś gorszego, to w dodatku zignorował moją odpowiedź. Tak się nie robi.
Kruknoi siedzący po drugiej stronie stołu kiwnęli głową w moją i Devona stronę w formie pożegnania i przekrzykując tłum ruszyli do wyjścia z Wielkiej Sali. Odprowadziłam ich wzrokiem nie dowierzając, że ktoś potraktował mnie tak... obojętnie? 
- No to w czym problem? - spytał Devon czochrając włosy, które opadły mu na twarz. Z kimś mi się to skojarzyło. - Opowiadaj, przed kim cie uratowałem? 
I wtedy to do mnie dotarło. 
- Ja... muszę iść - ograniczyłam swoje wyjaśnienia wręcz odskakując od blatu. - Dziękuję... to znaczy przepraszam... potem ci wszystko opowiem - zaczęłam się strasznie jąkać, po czym wybiegłam z sali ukradkiem spoglądając na miejsce zajęte przez pewnego rozczochranego bruneta w okularach.
Nie uciekałam przed Remusem, który godzinę temu wygarnął mi co rzeczywiście o mnie myśli. Zależało mu na mnie i to dlatego tak bardzo zdenerwowała go moja nieodpowiedzialność. Wiedziałam, że miał rację i dlatego nie mogłam go za to winić. 
Denerwowało go moje postępowanie co utwierdziło mnie w przekonaniu, że muszę się  wreszcie zmienić. Nie mogę i nie powinnam tak postępować. Ale to nie takie proste. 
Czasami naprawdę chciałam stać się lepszym człowiekiem Być odpowiedzialna i miła dla wszystkich, nie wykluczając Huncwotów. Tyle, że nie potrafiłam. W każdym razie wiedziałam co zrobić, żeby brunet się na mnie nie gniewał, co pozwoliło mi po części zapomnieć już o naszej kłótni. Wiedziałam, że będzie dobrze i to nie jego unikałam.
Wychodząc miałam nadzieję, że zwrócę czyjąś uwagę i ktoś będzie chciał ze mną porozmawiać ale myliłam się. Nikt widocznie nie miał na to ochoty.
Czułam się co raz bardziej samotna. Nie chciałam żeby inni mnie zbywali czy ignorowali, tak jak ten szeroki, zielonooki szatyn z Ravenclawu. Olał mnie, a ja wzburzyłam się chociaż podobnie traktuję chociażby Syriusza czy... Jamesa. Jestem wobec nich okropna ale i tak gdy ktoś postąpił wobec mnie w ten sam sposób poczułam się źle. Co raz bardziej zaczynałam siebie nienawidzić.
Mogłam być sumienną uczennicą, Prefektem Gryffindoru czy ulubienicą Slughorna. Zdobywać same Wybitne z Zaklęć i Eliksirów. Każde polecone zadanie wykonywać bezbłędnie i na czas. Ale to nie zmieniało faktu, że jako osoba byłam naprawdę żałosna. Byłam naprawdę żałosną wersją siebie samej. I zamierzałam to zmienić.
- Evans?
To znaczy... może zacznę jednak od jutra. Nie jestem jeszcze przygotowana psychicznie na wprowadzenie w życie mojego planu, a ktoś-nienawidzący-mnie-i-pilnujący-z-góry od razu wrzucił mnie na najgłębszą wodę.
Wzięłam głęboki wdech i wydech. 
Nie, Lily.
Odwróciłam się i starając się zakryć trzęsące się dłonie schowałam je do kieszeni szaty. Powoli wypuściłam z ust powietrze i spojrzałam na niego. Na znienawidzonego Jamesa Pottera, który jednak mnie zauważył i poszedł za mną.
- Em... tak? - niepewnie odparłam pomijając standardowe ,,Potter''. Nie chciałam mówić do niego po nazwisku, ale jego imię było jak na razie czymś strasznie trudny do wymówienia, więc sobie darowałam.
- Przepuścisz mnie? - spytał. 
- Co... to znaczy słucham? - zająknęłam się nie rozumiejąc co tym razem ma na myśli.
- Chciałbym wejść do sali, bo zaraz zaczyna się Wróżbiarstwo, a ty blokujesz mi drogę - wyjaśnił podejrzanie przyglądając mi się. - Wszystko w porządku, Evans?
I jak mam być dla niego miła, czy zwracać się po imieniu gdy cały czas słyszę to samo irytujące ,,Evans''?
Przesunęłam się niepewnie w stronę czarnej barierki, która wbiła mi się w bok gdy chłopak wyminął mnie. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że  jakimś cudem znalazłam się na samej górze schodów w Wieży Północnej pod salą Wróżbiarstwa. 
Czyli nie poszedł za mną. Po prostu przypadkowo na mnie wpadł.
Wsłuchałam się w kroki, które z każdą chwilą oddalały się co raz bardziej, aż w końcu ucichły.
Oparłam się o poręcz i schowałam twarz w blade dłonie. 
- Brawo Lily - wyszeptałam.
Odpłynęłam zupełnie wpatrując się w zakręcone, kamienne schody i wspinających się po nich uczniów. Na samym dole dostrzegłam Devona, który mocno gestykulując kłócił się z kimś. Jego rozmówca ginął w cieniu co uniemożliwiało mi poznanie jego tożsamości. 
Nagle zupełnie zapomniałam o przyjacielu, bo ktoś stanął obok mnie i przybrał podobna do mnie pozę. Stykaliśmy się lekko ramionami. Czułam intensywny zapach perfum, które dość dobrze znałam. Bałam się zepsuć jeszcze bardziej kolejną relację, więc po prostu milczałam.
- Dość długo już tu stoję - odparł nieznajomy znajomy - powinnaś zacząć wrzeszczeć czy coś, bo to się robi dziwne.
Spojrzałam na niego od razu zwracając uwagę na huncwocki uśmiech, który po chwili odwzajemniłam. Wiedziałam, że gdybym tylko pozwoliła swoim zdradzieckim ustom wypowiedzieć chociaż jedno słowo, to najpewniej zepsułabym cały moment, więc zwyczajnie milczałam.
Zadzwonił dzwonek i korytarz Wieży Północnej opustoszał. Po chwili wciąż milcząc ramię w ramię ruszyliśmy do klasy. 
- Nie jesteś już na mnie zły za te... no plotki? - zatrzymałam się metr przed drabiną do sali lekcyjnej.
James Potter przetarł dłonią twarz i poprawił okulary. Rzucił w moją stronę pełne zrezygnowania spojrzenie i odparł:
- Nie potrafię się długo na ciebie gniewać, Evans.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Od dwóch dni staram się cokolwiek dodać, ale nie potrafię.
Miało być dużo Jamesa, więc dzielę ten rozdział na dwie części.

Nie zabijcie mnie za to, że tak mało go wyszło,
bo to nie wszystko i ciąg dalszy nastąpi. 
Ale przyznam, że aż mi wstyd. 

Na samym dole strony znajdują się INFORMACJE.

30 komentarzy:

  1. Zastanawia mnie z kim Devon się kłóci, ale już przestaje być taki fajny. .-.
    Lily będzie milsza dla Jamesa! To dobrze! :D
    Ostatnie zdanie jest urocze. Ciekawe jak Lily zareaguje? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę jedynie obiecać, że kłótnia Devona wyjaśni się. :)

      Usuń
    2. W to nie wątpię. :D
      Coś mi się zdaje, że Devon albo ta osoba, z którą Devon się kłócił zebrali różdżkę Lily.

      Usuń
    3. Niekoniecznie. Zepsuję Ci trochę zabawę, ale zupełnie zły trop. Ten moment z szukaniem różdżki nie miał być aż tak istotny. Ale różdżka zaginęła i co się z nią dzieje, nie mam pojęcia. :)

      Usuń
    4. eh ;_;
      To ja tym bardziej nie mam pojęcia. XD

      Usuń
    5. To dobrze! Mam szansę Cie zaskoczyć!

      Usuń
    6. Mnie bardzo łatwo zaskoczyć :D
      Więc na pewno Ci się uda. :D

      Usuń
    7. Więc mam nadzieję, że podołam zadaniu i będziesz zaskoczona. :)

      Usuń
  2. Cześć :)
    Rozdział może i krótki, ale za to zapowiada spore zmiany. Najwyraźniej Lily postanowiła wreszcie zachowywać się bardziej racjonalnie, mam nadzieję, że jej się to uda. Najważniejsze, żeby zdać sobie sprawę z własnych błędów i zrozumieć, ile można stracić ;) Końcówka była urocza! Aż nie mogę doczekać się drugiej części, bo zapowiada się ciekawie, zwłaszcza, jeśli ma być dużo Jamesa :)
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie na pewno więcej, ale nie chce też żeby to wyszło nienaturalnie, więc nie może być go aż tyle. :/

      Usuń
    2. No pewnie, trochę niedosytu dobrze nam zrobi :D

      Usuń
    3. Zawsze podoba mi się klimat, który dosyć ciężko stworzyć, a jedynym sposobem jest właśnie niedosyt. :)
      Więc mam nadzieję, że mi się uda.

      Usuń
  3. I znów się spóźniłam...
    Teraz tak patrzę i patrzę i stwierdzam, że nie zostawiłam komentarza pod ostatnim rozdziałem. Z natury jestem troszkę, może troszkę bardziej niż troszkę roztrzepana, wiec mam nadzieje że mi to wybaczysz.
    Brr.. Mundurek. Jak pomyśle że za niespełna 2 dni założę na siebie to granatowe ustrojstwo, coś mnie bierze -.-
    Brawo Lily! Nie mogę sie doczekać, aż w końcu stanie sie milsza.
    Życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybaczam! Ja na szczęście w nowej szkole nie mam, ale tak naprawdę to tylko kiedyś przez rok nosiłam, więc nie widzę w nim nic tragicznego. Chociaż nie wspominam tamtych czasów najlepiej.
      Dziękuję!

      Usuń
  4. Hej, hej ;) Na Merlina... Jaka ta Lily skomplikowana, aż nie wyrabiam za nią, bardzo dobrze się podsumowała: zbyt emocjonalna i nierozgarnięta ;P Zastanawiam się jak ona z takim bałaganem w głowie radzi sobie tak dobrze ze szkołą ;P No ale dobrze, dostała od życia parę kopniaków, może w końcu się ogarnie bo nam James z miłości, a raczej jej braku, uschnie ;P Ach i jeszcze tak chciałam wspomnieć: moment gdy krukoni po zbadaniu sytuacji serca Lily nagle zostawili ją z Devonem zabrzmiał trochę jakby Devon był w Lily zakochany i kumple specjalnie go zostawili by mógł pogadać z Rudą ;P Czy tylko ja miałam takie odczucia? ;P
    Czekam na więcej, oby w szkole nie zawalili cię nauką, a w przerwach było mnóstwo weny i huncwotów ;)
    niecnimarudersi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W fragmencie z Devonem i jego kumplami bardziej chodziło mi o to, że oni nie byli nią zwyczajnie zainteresowani, ale kto wie? Może masz rację, nie powiem Ci. :)
      Ja również mam taką nadzieję. Ale to mimo wszystko nowa szkoła, więc nie mam pojęcia jak będzie. Obym znalazła czas na pisanie!

      Usuń
  5. Oh tak, w końcu Lily zareagowała inaczej, na to w końcu liczyłam. Widać, że zaczyna zastanawiać się nad tym co robi i stara się jak tylko może gryźć w język, podziwiam! Cieszę się takim obrotem sprawy, ale mało mi tego :(
    Mimo, że krótkie, to podoba mi się i nie mogę się doczekać co będzie dalej.
    Czekam niecierpliwie.
    Pozdrawiam.
    http://lilylunapotterhp.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam weny na dłuższe. Może za parę dni bym wpadła na jakiś pomysł, ale wtedy nie wiem czy znalazłabym czas, więc wstawiłam tyle ile miałam.
      Dziękuję za komentarz. :)

      Usuń
    2. Zapraszam Serdecznie na nowy rozdział :)
      http://lilylunapotterhp.blogspot.com/
      Jeśli nie jesteś zainteresowany informowaniem, to napisz, a będzie to ostatni raz.

      Usuń
    3. Możesz mnie informować, ale prosiłabym, żebyś robiła to w zakładce ,,WASZE BLOGI''. :)

      Usuń
  6. Rozdział mi się podobał, nie przeszkadza mi to, że rozdział nie był długi - sama mam taki problem na swoim blogu. Co do treściągnięcia to jestem ogromnie ciekawa z kim się kłóci Devon. Mówiąc szczerze to moja ulubiona postać z Twojego bloga. Co tu dużo mówić: scena z Jamesem była taka słodka *.* przepiękna
    Życzę czasu, weny i radości. Zapraszam do siebie i czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co, ale coś zrobiłam źle, skoro zamiast uwielbiać głównych bohaterów, niektórzy najbardziej lubią Devona. Dziękuję serdecznie!

      Usuń
  7. Świetnie, w końcu nasza mądra pani Prefekt zaczyna rozmyślać o swoim zachowaniu, yeah, ktoś tu nam dorasta ;)
    W końcu pojawił się James, koniec fajny, nieprzesadzony (jak to się często u mnie dzieje). Jedynie, muszę przyznać, że nie lubię tych zwrotów typu: "huncwocki uśmiech". No bo, jaki to uśmiech? Zadziorny? Słodki? Ironiczny? Półgębkiem? Szeroki? Jaki? Typowy dla huncwotów, czyli wszyscy mają jeden, ten sam wyćwiczony uśmiech? Nie czepiam się, tylko musiałam gdzieś wylać swoje żale :) Często na blogach spotykam się z tym zwrotem lub dziwniejszym - "huncwocki gest". Nie wiem co to może być za gest, bo uśmiech, to jeszcze mogę sobie wyobrazić, czasami wyjdzie z kontekstu ;)
    Jak już pisałam we wcześniejszych komentarzach - lubię Devona. Mam nadzieję, że z tego coś będzie... Oczywiście, przyjaźń.
    Pozdrawiam, życzę dużo, duuużo weny, a jeszcze więcej czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym przypadku ,,huncwocki'' jest przymiotnikiem od ,,huncwota'', czyli inaczej rozrabiaki, łobuza itp. Chodzi tu o taki pewny siebie gest.
      Przyznam Ci rację. Lily zaczyna dojrzewać, ale co z tego wyjdzie to nie mam pojęcia. A co do Devona to nie wiem, nie wiem. :D
      Dziękuję serdecznie za komentarz!

      Usuń
  8. Hej,
    Przychodzę spóźniona, bo na nic nie mogę znaleźć czasu, więc przepraszam.
    Co do rozdziału, Lily wydawała mi się w nim taka... dziecinna? Chociaż sama zauważyła, że powinna zmienić swoje zachowanie, co jest dobrym początkiem.
    Znowu leżała na tej trawie, mimo że przez to pokłóciła się z Remusem. Chyba nic do niej nie dociera, naprawdę.
    Polubiłam postać Devona, może dlatego, że sama kiedyś pisałam o chłopcu o tym imieniu, ale u mnie był w Gryffindorze. W każdym bądź razie, na razie nic do niego nie mam. Trochę trudno mi go ocenić, bo niewiele było na jego temat.
    Jestem ciekawa, dlaczego tamten drugi Krukon był taki oschły dla Lily. Podejrzewam, że to właśnie z nim kłócił się Devon pod koniec.
    Dalej, ta sytuacja, kiedy Evans stoi przed klasą od wróżbiarstwa i przychodzi James. Nie byli dla siebie zbyt mili i w ogóle, a przynajmniej odniosłam takie wrażenie, a w następnej scenie chyba mieli nagłą zmianę nastroju, bo uśmiechali się do siebie i tak dalej. Jakaś menopauza, czy coś :D Serio, to było dziwne, a przynajmniej tak to wyglądało w mojej głowie. Szczególnie Lily. Najpierw go nienawidzi, a potem się uśmiecha. Jaka ona jest niezdecydowana! Jej. Ok, spokojnie :)
    To zdanie na końcu byłoby super, gdyby nie to "Lily Evans". Wystarczyłoby samo Lily, bo brzmi dziwnie. Raczej nikt nie mówi, dajmy na to "Janie Nowaku", a szczególnie młodzież w ich wieku, bo wydaje się to zbyt poważne. I chyba wybuchnęłabym śmiechem, gdyby coś takiego usłyszała :D
    Poza tym, było kilka literówek. Pamiętam, że raz w wyrazie "Krukoni" litery były przestawione. A poza tym pisze się Gryfoni, a nie Gryffoni. A przynajmniej tak mi się wydaje.
    Ogólnie podobał mi się ten rozdział, pomimo Lily z huśtawką nastrojów. Czekam na następny i życzę weny i czasu :*
    Całusy
    Optimist

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huśtawkę nastrojów Lily będę po woli wyjaśniała. Za jakiś czas na pewno łatwiej będzie zrozumieć ich relacje, więc mam nadzieję, że Ci się spodoba.
      Co do tego ,,Lily Evans''. Chyba masz rację. Mój błąd polegał na tym, że wcześniej końcówka wyglądała nieco inaczej i tam pasowało jej pełne imię i nazwisko. No ale sytuację w końcu trochę zmieniłam, więc doszłam teraz do wniosku, że to też wypadałoby zmienić. Jest już samo ,,Evans''.
      Dziękuję serdecznie!

      Usuń
  9. Dość długo zajęło mi zjawienie się tutaj, ale przybyłam.
    Twoja Lily niestety dosc mnie denerwuje. Na szczescie widzę, ze sama zaczela dostrzegać swoją hipokryzję. Nie sadzę, zeby James był obecnie jakis ńiesmaowicie dojrzały i w ogole, ale mimo wszytsko... Bardzo mnie interesuje, czemu wlasciwie uznała, ze to onrozpuscil te plotki o tym, ze Lily mu uległa, jak rowniez dlaczego tak wlasciwie fak szybko mu uwierzyła, jak juz jej powiedział ze nie. Pewnie podejrzewała, ze to nie James.... Ciekawe więc kto... Moze ci Krukoni? Na moj gust są dosc podejrzani. A, w ogole to lubię Twojego Remusa,za to,ze sie odważył i przygadał tak Lily z całej pety. Mysle, ze nawet jesli zrobił to dosc mocno, to dziewczynie z pewnością to się przydało. Choc nie rozumiem, czemu uznała, ze ponowne zamarzanie na błoniach jest dobra kara dla samej siebie... Widac, ze jest naprawde roztrzęsiona i mam nadzieje, ze jej przyjaciele beda przy niej w tych chwilach... Co do Twojeg stylu, szczerze mowiac, jest troche ubogi, choc z rozdziału na rozdział się rozwijasz, dodajesz wiecej opisów i perspektyw. Dlatego tez mysle, ze bedzie coraz lepiej i podejrzewam, ze zostanę tu na dłużej. Bardzo lubie erę Huncwotow ;) zaoraszam na świeżo dodany rozdział do mnie, zapiski-condawiramurs.blogspot.com i czekam na kolejny rozdział u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze teraz z perspektywy czasu widzę jakie błędy popełniłam przy mojej Lily. Będę starała się je naprawić i za jakiś czas zobaczymy co z tego wyniknie.
      Po przeczytaniu tego rozdziału zgadzam się z trochę z Tobą. Mój styl jest bardzo ubogi. Prawie cały czas zapominam o opisach, no ale dopiero się rozwijam. Mam nadzieję, że z czasem uda mi się go rozwinąć.
      Dziękuję serdecznie!

      Usuń
  10. Bu ;( Tęskno, kiedy wracasz?

    Weny i huncwotów!

    niecnimarudersi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba już niedługo. Wczoraj odzyskałam laptopa, którego przez miesiąc nie miałam, bo zalałam klawiaturę, a w szkole już jako tako uporządkowałam sprawy, więc mam nadzieję, że już za parę dni opublikuję ciąg dalszy. Dziękuję serdecznie!

      Usuń

Włączyłam opcje anonimowego komentowania,
oraz usunęłam weryfikację obrazkową.

Do reklamy Waszych stron przeznaczona jest zakładka ,,WASZE BLOGI''. Często do niej zaglądam i odwiedzam je. Natomiast spam pozostawiony w komentarzach będzie usuwany lub ignorowany.